sobota, 2 stycznia 2016

Rodział 14: To, o którym chciałaś zapomnieć...


 Ludzie za często zapominają, że kiedykolwiek się znali...

- Nie płacz - próbował mnie uspokoić. Nagle poczułam rosnącą we mnie złość. Wyrwałam mu się i odbiegłam. - Nie uciekniesz przed prawdą Mary! - usłyszałam jeszcze jego krzyki.
 Miałam gdzieś jego słowa. Nie wiem skąd to wszystko wiedział, ale to nie mógł być on. Może mówić co chce, ale ten chłopiec to nie był on. Na świecie jest pełno ludzi, którzy wyglądają jak ja.
~ Ale nikt nie ma takich oczu jak ty. ~ Powiedziała złośliwie moja podświadomość. Proszę! Teraz się mądralińska odzywa! Po tylu latach przylazła!
~ Zamknij się. ~ Odpowiedziałam jej. 

 Tak tak... Może to dziwne, ale gadam z własnym rozumem. Przez kilka lat moja podświadomość była dla mnie jak bliska przyjaciółka. Stworzyłam z niej wymyśloną przyjaciółkę. Niestety gdy poznałam Anetę gdzieś się ulotniła. 
~ Po co wróciłaś? ~ zapytałam.
~ Chcę Ci pomóc ~ odparła.
~ Przestań! Zostawiłaś gdy byłam mała. Masz mnie gdzieś ~ usiadłam na jakieś ławce.
~ Mary daj spokój. Gdy odeszłam myślałam, że już mnie nie potrzebujesz. Cóż... Jak widać myliłam się. Co się dzieje?
~ Kojarzysz Charlie'go Lenehan'a?
~ Tego z Bars And Melody?
~ Tak.
~ Co z nim? Podoba Ci się? ~ rozentuzjazmowała się.
~ Nie! Próbuje mi wmówić, że to on jest tym chłopcem, którego poznałam w Bristolu...
~ Bo nim jest.
~ Nie żartuj sobie ze mnie.
~ Nie żartuję. Chcesz zobaczyć wspomnienie z nim? To, które z całego serca starałaś się ukryć. To, o których chciałaś zapomnieć.
~ Chcę ~ zamknęłam oczy. Jestem ciekawa jak to zrobi...

" Dwójka dzieci bawiła się właśnie na dworze... Było lato z tego wynika, że pogoda była przepiękna. Dziećmi była dwójka przyjaciół. Poznali się przez swoich rodziców. Dziewczynka nazywała się Mary, miała 4 lata, długie, jasne blond włosy i oczy w wielu kolorach. Miała jasną cerę i była stosunkowo niska. Jej przyjacielem był rok starszy chłopiec imieniem Charlie. Był od niej wyższy o jakieś pół głowy. Miał prawie białe włosy i jasnoniebieskie oczy. Przyjaciółmi byli od zawsze... Traktowali się jak rodzeństwo. Gdy jedno było smutne, drugie za wszelką cenę chciało je pocieszyć. Nie zawsze się to udawało i wtedy oboje byli smutni. Ten dzień był wyjątkowy. Dziewczynka miała urodziny, na które bardzo czekała. Chciała choć przez ten krótki czas być w wieku przyjaciela. Rodzice chcieli zrobić jej przyjęcie, ale ona wolała być tylko z nim. W tej chwili leżeli na trawie odpoczywając i patrząc w niebo.
- Patrz Charlie! Tam jest miś! - wskazała palcem na bialutki obłok w kształcie zwierzątka.
- No. A patrz tam! Klucz wiolinowy! - pokazał jej.
- Co to jest klucz wiolinowy? - zapytała zdziwiona. No tak... Często zapominał, że ona nie znała się tak na muzyce jak on. Chłopiec bardzo lubił muzykę. Uczył się od pół roku grać na pianie. Lubiła słuchać jak gra. 
- Pamiętasz moje zestawy nut? Na początku każdej pięciolinii masz takie śmieszne znaczki. I to są właśnie klucze wiolinowe - nagle wstał jakby o czymś sobie przypomniał. Zaniepokojona dziewczyna też wstała. - Pamiętasz tę bransoletkę co Ci się podobała?
- Jak miałabym ją zapomnieć?! Była śliczna. Może za duża, ale śliczna - odparła z uśmiechem. Wtedy chłopiec wyciągnął z kieszeni niewielkie pudełko i jej podał. Otworzyła je. Zobaczyła w nim ową bransoletkę. Przytuliła go. - Dziękuję - gdy się od niego odsunęła pocałowała go w policzek.
- Nie ma za co. Są Twoje urodziny. Z tyłu jest napis. Sam go zrobiłem, ale obiecaj, że przeczytasz go dopiero jeżeli coś nas rozłączy - czuł, że coś niedługo się wydarzy. Coś co ich rozdzieli... Na bardzo długo.
- Czyli nigdy - zaśmiała się. - Przecież już zawsze będziemy razem..."

~ To... To nie może być prawda! Ty to wymyśliłaś ~ nowe łzy zaczęły napływać do moich oczu.
~ Mary... Nie umiałabym cię okłamać. To prawda. Przecież nigdy nie zrobiłabym czegoś co miałoby Ci zaszkodzić. Jeżeli mi nie wierzysz to zobacz co jest w środku bransoletki - odpięłam przedmiot spoczywający na moim nadgarstku. "Na zawsze w moim sercu. Charlie Lenehan, Twój przyjaciel." Nie wierzę. Miałam to przez tyle lat i dopiero teraz to zobaczyłam.
- Dopiero to przeczytałaś? - usłyszałam czyjś zdziwiony głos. Podniosłam wzrok. Ujrzałam Charlie'go.  Kiwnęłam głową. - Dlaczego?
- Wyrzuciłam to z pamięci i serca. Nie chciałam pamiętać - zakryłam twarz dłońmi.
- Myślisz, że ja chciałem? Pragnąłem zapomnieć o Twoich oczach. Nie chciałem ich pamiętać, bo zawsze istniało ryzyko, że spotkam Cię i usłyszę, że mnie nie znasz. Niestety o nich nie da się zapomnieć. Całe lata tkwiły mi w głowie. Najgorsze, że stało się to czego najbardziej się bałem.
- A jak to miało się nie stać?! Miałam 4 lata a ty 5. Jesteśmy o 12 lat starsi. Totalnie nie przypominamy siebie. W Tobie zmieniło się wszystko! Nie jesteś taki jak kiedyś...
- A ty jesteś? Zachowały się tylko Twoje oczy. Znikła gdzieś ta roześmiana dziewczyna, a zastąpiła ją zgorzkniała laska, która myśli, że może robić co chce - nie wytrzymałam. Uderzyłam go w twarz i wstałam. Na poliku miał czerwony ślad ręki.
- Nigdy więcej tak o mnie nie mów. Nie znasz mnie. Nie wiesz przez co przeszłam i się tego nie dowiesz. Anety nawet nie pytaj, bo też nie wie. Raz na nią nakrzyczałam, bo mnie okłamała, a wie, że nienawidzę kłamstw. Nie oceniaj mnie, bo to ty się zmieniłeś. Spójrz na siebie. Twoi rodzice żyją, nikt Cię nigdy nie pobił do nieprzytomności, a jesteś inny. Wcześniej nigdy nie powiedziałbyś tak o osobie, której nie znasz.
- Ale Ciebie znam.
- Poprawka. Znałeś mnie 12 lat temu. Teraz na ziemi jest jedna osoba, która mnie zna. A teraz wracaj do Anety. Ona w przeciwieństwie do mnie Cię potrzebuje - chciał coś odpowiedzieć. Zrezygnował. Skierował się w stronę mojego domu. Ja z powrotem usiadłam na ławce.
~ Tylko namieszałaś mi w głowie. Nie musiałaś wracać. Jesteś mi niepotrzebna ~ fuknęłam w stronę mojej pseudo przyjaciółki. Wyjęłam telefon i wykręciłam numer do mojego jedynego przyjaciela.
- Halo? - usłyszałam zaspany głos Mateusza.
- Elek?
- Mary? Ty płaczesz? Co się dzieje?! Gdzie jesteś?! - zaczął panikować.
- Tak płaczę. Dzieje się źle. Jestem w parku koło domu.
- Co jest?
- Pamiętasz opowiadałam Ci o chłopcu, który był moim przyjacielem gdy mieszkałam z rodzicami w Bristolu.
- Pamiętam.
- To Charlie.
- Że ten z Bars And Melody? 
- Tak.
- To chyba fajnie. Nie?
- Nie... Nazwał mnie zgorzkniałą laską, która myśli, że może robić co chce.
- Debil.
- Wiem.
- Co zrobiłaś.
- Walnęłam go w twarz. Został mu ślad.
- I bardzo dobrze! Czyli za 2 tygodnie mam Cię z powrotem?
- Jak na dzień dzisiejszy tak.
- Nie wiem czy powinienem krzyknąć, że super, czy zacząć mówić, że powinnaś tam zostać i cieszyć się z widoku przyjaciółki.
- Byłej. Okłamała mnie.
- Co zrobiła?
- Mówiła, że tęskni, ale nieszczerze. Sama się przyznała.
- Pfff... Jak tak można? Lepiej powiedzieć prawdę niż kłamać. Dobrze jej tak. Gdyby nie to, że obiecałaś Marcinowi, że zostaniesz tam 2 tygodnie namawiałbym Cię do jak najszybszego powrotu - zaśmiałam się.
- Też za Tobą tęsknię. Gadałeś dzisiaj z Darią?
- No.
- Co tam u niej? Jak jej chomik?
- U niej dobrze i u zwierzaka też.
- Pozdrów ją ode mnie.
- Masz to jak w banku. Co zamierzasz teraz zrobić?
- W jakim sensie?
- Wracasz na noc do domu?
- Tak. Za dużo wrażeń dzisiaj miałam i mam dość wszystkiego.
- Jakich wrażeń? Poza tymi co już mi powiedziałaś.
- Gdzieś w połowie drogi okazało się, że samolot, którym leciałam ma uszkodzony silnik.
- O kur...
- Nie wyrażaj się, bo zmuszę Cię do jedzenia cytryny.
- Ok. To... O ja pies w dole.
- Dokładnie.
- Dobra Mary. Wracaj do domu i się wyśpij. Jutro, a właściwie dzisiaj, ale później pogadamy.
- Pewnie. Dziękuję, że mogę na Ciebie liczyć.
- Ej! Przecież od tego są przyjaciele. Dobranoc M.
- Dobranoc Elek - rozłączyłam się. Nie pozostało mi nic innego niż powrót do domu.

 Dotarłam do niego po jakiś 20 minutach. Było ciemno i cicho, czyli wszyscy się pospali. Może to nawet lepiej. Nie będę miała z nikim styczności. Od razu poszłam na górę. Nie zatrzymywałam się. Weszłam do mojego pokoju i rozejrzałam się. Nie chciałam w nim być. Zamknęłam drzwi i poszłam do salonu. Położyłam się na kanapę i zasnęłam.


Rano
Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam, że jestem w swoim pokoju. Ej! Zaraz! Przecież zasypiałam w salonie! Nie ma osoby, która mogłaby mnie przenieść. Oliwia nie raz widziała, że śpię w dziwnych miejscach i nigdy nic z tym nie robiła, Aneta by mnie nie uniosła, a Marcina nie ma. Podniosłam się. Zobaczyłam, że na brzegu łóżka siedzi Charlie... Nie... Tylko nie on...
- Czego chcesz? - zapytałam dość wściekła. Po wczorajszym niech nie spodziewa się niczego innego.
- Ok. Tak wiem. Zasłużyłem, ale mogłabyś chociaż podziękować, że Cię tu przeniosłem.
- Nie, bo celowo położyłam się tam. Nie chciałam tu być.
- Dlaczego? Przecież to Twój pokój. 
- No właśnie dlatego. 
- Mary... Przepraszam Cię za wczoraj, a właściwie dzisiaj. To... Samo wyszło. Aneta to moja przyjaciółka. Byłem na Ciebie zły, że doprowadziłaś ją do łez. Rozumiem czemu jej to wszystko powiedziałaś. Też nienawidzę kłamstwa.
- I  co z tego? W ogóle... Po co tu siedzisz? Nie jesteś od 12 lat moim przyjacielem.
- Mary...
- Nie Charlie. Idź do Anety. To jest Twoja przyjaciółka.
- Ty też nią jesteś - chciał wziąć mnie za rękę. 
- Zostaw! Nie jesteś nim. Mam tylko jednego przyjaciela. Owszem jest daleko, ale na niego zawsze mogę polegać. Nie znam go długo, ale wie o mnie więcej niż wy - wstałam z łóżka i wyszłam na balkon. Tak... Mam zamiar uciec. Przez balkon. Już raz to zrobiłam. 
- Mary co ty robisz?! - Charlie wybiegł za mną gdy już schodziłam na dół. Z dołu pomachałam do niego i odeszłam. Zastanawiałam się gdzie mam iść. Znałam kiedyś Port Talbot dobrze. Nawet bardzo dobrze, ale długo mnie tu nie było. Nie pamiętam nic poza parkiem i domem, w którym mieszkałam z rodzicami... Ciekawe czy ktoś tam mieszka czy jest pusty. Postanowiłam to sprawdzić i skierowałam się w tamtą stronę. 

 Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że ktoś za mną idzie. Za każdym razem gdy się odwracam nikogo tam nie ma. Eh... Znowu mam jakieś dziwne urojenia. Muszę się ogarnąć, bo w końcu zamknął mnie w jakim psychiatryku i tyle będę miała. 

 Gdy zobaczyłam budynek niegdyś należący do moich rodziców olałam to co czułam. Do moich oczu napłynęły łzy. Na werandzie paliły się znicze. Czyli i tutaj dotarła ta wiadomość. Dom był zniszczony. Nie taki jak przed laty. Chciałam tam wejść jednak sama za bardzo się bałam. Podeszłam tylko do tych zniczy. Za nimi były krzyże z ich zdjęciami, a między nimi kamienna tabliczka, na której widniał napis: "Was może już nie ma lecz pamięć o was nigdy nie zaginie. Ten dom zawsze będzie o was przypominał." Co moi rodzice zrobili dla tego miasta? Nie wiem... Nic mi nigdy nie mówili, ale skoro zrobili coś dobrego to czemu opuścili Anglię. Nie byłam w stanie tego zrozumieć. Przecież gdybyśmy nie wyjechali oni prawdopodobnie by żyli. 

- Mary? Co ty tu robisz? - usłyszałam głos Leo. Odwróciłam się.
- Patrzę na zdjęcia moich rodziców. To kiedyś był nasz dom - wstałam.
- Ty tak serio?
- Tak. Mieszkaliśmy tu rok z hakiem. Później przeprowadziliśmy się do Polski.
- Ale wiesz, że Ci ludzie na zdjęciu to ostatni właściciele tego domu?
- Tak wiem. To właśnie moi rodzice. Zginęli w katastrofie lotniczej gdy miałam 7 lat, czyli jakiś rok po przeprowadzce do Polski. Ale o co Ci chodzi?
- Ci ludzie to byli rodzice mojej przyjaciółki...

 ~***~
Boom! Witam. I jak rozdział się podoba? Długość może nie powala, ale akcja chyba dość bogata. Małe sprostowanie. Pamiętacie jedno ze wspomnień Mary? Opowiadała tam o swoim przyjacielu z Port Talbot i tym jak się kiedyś bawili. Wyżej macie odpowiedź kto to jest. Tak! Mary zna chłopaków z Bars And Melody. Będą z tego spore problemy. Głównie kłótnie, ale to nie ważne. Jak widać tam wyżej jak na dzień dzisiejszy Mary wraca do Norwegii. Szczerze to nie wiem czy wróci, czy nie, ponieważ mam pomysł na akcje gdy wróci i, gdy nie wróci. Także to się zobaczy. Dobra. Nie przedłużam. 
Przypominam o pozostawieniu komentarza pod tym rozdziałem gdyż one bardzo motywują do dalszej pracy :D
Jeżeli chcecie być z rozdziałami na bieżąco możecie wcisnąć niebieski guzik w prawym górnym rogu.
Do zobaczenia
Zamyślona Marzycielka :) 
P.S. Przepraszam, że napis musi mieć tło, ale blogger znowu coś mi nawala :/

czwartek, 31 grudnia 2015

Happy New Year!

Witajcie misie!
Ahh... Ten rok minął... Za wolno jak na moje.
Tak.
Jestem chyba jedyną osobą, która tak mówi.
Mimo tych złych rzeczy jakie mi się przytrafiły działo się też dobrze.
W końcu otworzyłam tego bloga i Cztery żywioły, byłam na YSF, a przede wszystkim poznała moje przyjaciółki.
Mogę go chyba uznać za udany.
Mam nadzieję, że dla was też taki był.
A teraz tak życzonka ode mnie.
Mam nadzieję, że wszystkie wasze marzenia się spełnią w roku, który nastanie za właściwie kilka godzin.
Tak wiem.
Zero oryginalności, ale nie znam się na życzeniach.
Co by się tu dłużej rozwodzić. 
Nie ma co :)
Mam dla was całkiem przyjemny wierszyk.
Nie pisałam go, ale znalazłam

Szampana piccolo,
Brokatu na czoło,
Uśmiechu na twarzy,
Szampańskiej zabawy,
Życzeń serdecznych,
Wspomnień najlepszych
oraz braku kaca
kiedy w Nowym Roku pamięć wraca …

Także...
Wszystkiego Nasuper w nowym roku!
I oby był lepszy niż ten co teraz trwa :)
Zamyślona Marzycielka :)
P.S. Rozdział w sobotę na 100% :D

sobota, 26 grudnia 2015

Rozdział 13: To nie możesz być ty...

Rozdział dedykuję marceli weasley. Dziękuję za pierwszy komentarz :)


Czasem nie jesteśmy w stanie poznać, że ktoś kogo zaczynamy nienawidzić jest naszym dawnym przyjacielem...

Rano
Wstałam bardzo szybko, bo już o 6:30. Chciałam się szybko dopakować, a później jeszcze spotkać z Mateuszem. W końcu nie wiadomo kiedy go znów spotkam... Ubrałam się typowo dla mnie więc nic specjalnego. Jak zwykle cała na czarno. Kilka dni nie zakładałam wisiorka więc dzisiaj postanowiłam znów go założyć. Gdy się szykowałam zastanawiałam się, czy na pewno dobrze robię, że wracam. Chyba tak. W końcu Aneta sama mówiła, że tęskni za mną. Ale... To co czuje, a co mówi to dwie różne rzeczy. Z nią nie można być pewnym niczego. Za to ją właśnie kocham. Jest nieprzewidywalna i jedyna w swoim rodzaju, a takich ludzi w tych czasach się ceni, bo coraz rzadziej występują. 

Marcina jak zwykle nie było. Pracuje... Dalej męczą mnie wyrzuty sumienia, że tak go zostawiam. Niby mało co się widywaliśmy, ale jednak nie czuł się samotny. Jak będzie teraz? Gdy przyjdzie do domu nie będzie miał nawet do kogo się odezwać. Nie! Przecież może do nas dzwonić. Może... Nie będzie sam... Muszę przestać się tym aż tak zadręczać, bo zwariuję. Kocham go. Jak rodzonego ojca... Z Oliwią nigdy nie miałam tak dobrego kontaktu. Pewnie dlatego, że jest mniej wyluzowana niż Marcin. Bynajmniej jeżeli chodzi o mnie...

Gdy już byłam gotowa wyszłam z domu i zaczęłam kierować się do miejsca, w którym umówiłam się z Elkiem. Ta... Za dużo się Neskota nasłuchałam. Zdecydowanie. Drogę przebyłam w mniej niż 10 minut. Czekał już na mnie. Zdziwiło mnie to, bo to ja zwykle jestem ta co przychodzi wcześniej. Podeszłam do niego i usiadłam obok pod drzewem.
- Hej - przywitałam się.
- Hej! Wybacz, zamyśliłem się.
- Nic się nie stało. O czym bądź o kim myślałeś.
- O Darii.
- Pokłóciliście się?
- Nie! W żadnym wypadku. Po prostu tęsknię za nią.
- Rozumiem...
- W ogóle ładny wisiorek.
- Dziękuję. Znalazłam go kiedyś jak byłam w Będzinie.
- Zabawne... Ja kiedyś właśnie w Będzinie taki zgubiłem. Chciałem go znaleźć i przeszedłem wszystkie miejsca w jakich tego dnia byłem, ale on zniknął. Pamiętam, że Daria była zła - zaśmiał się.
- Zgubiłeś wisiorek, który od niej dostałeś? Jak?
- No tak jakoś. Przypadkowo. Ale nigdy go nie zapomnę. Z tyłu miał wyryte serduszko zrobione tak, że wygląda jak rdza. Zrobiła to sama.
- Wiesz, że ten też ma takie serce - zdjęłam go i pokazałam mu.
- To ten! Patrz. Ma przy tym drobnymi literkami D+M - rzeczywiście, że też go na początku nie poznałam.
- Fajnie, że Ci pomogłam odzyskać zgubę.
- Może chcesz go z powrotem? W końcu trochę go miałaś.
- Bierz go. To prezent od Twojej dziewczyny. Tylko tym razem go nie zgub.
- Uwierz mi, nie zrobię tego - założył go - gotowa do wyjazdu?
- Nie. Znowu nie jestem pewna, czy dobrze robię.
- Co jest Mary? Przecież wczoraj cieszyłaś się, że zobaczysz siostrę.
- No wiem. Tylko zdałam sobie sprawę, że zostawiam Marcina samego. Pewnie jest mu przykro.
- Zrozumie to Mary. Na pewno. Masz prawo tęsknić i jest to w pełni uzasadnione.
- Wiem. Tylko jednak z tamtym miejscem łączą się wspomnienia, o których chcę zapomnieć. Sam z resztą wiesz jak jest.
- Wiem, ale nie rozumiem czemu chcesz zapomnieć. Owszem Twoi rodzice nie żyją, zdaję sobie z tego sprawę, ale czy przez to warto zapominać o kilku pierwszych latach swojego życia. Ja uważam, że nie. Życie masz tylko jedno Mary i nie można zapomnieć o niczym, bo drugiej szansy by być szczęśliwym nie dostaniemy.
- Niestety...
- Właśnie bardzo dobrze! Jeżeli dostalibyśmy jeszcze jedną szansę nie staralibyśmy się być szczęśliwi teraz.
- Zadziwiasz mnie Eleven. Gdzie jest ten ktoś, którego oglądam codziennie na yt?
- Dalej tu siedzi tylko włączyło mu się gadanie mądrości - powiedziała i mnie przytulił.

Wieczorem
Na lotnisku
Jestem na lotnisku nawet nie wiem kiedy ten czas minął. Przecież jeszcze przed chwilą wydurniałam się z Mateuszem w naszym ulubionym miejscu. Teraz jestem w tym wielkim gmachu i żegnam się z na prawdę bliską mi osobą jaką jest Marcin. Będę za nim bardzo tęsknić, ale myślę że za Anetą tęsknię bardziej niż będę tęsknić za nim.
- Nie daj się tamtemu miejscu mała. Jesteś silną dziewczyną i wiem, że dasz radę - mężczyzna mnie przytulił.
- Nie daj się samotności Marcin.
- Nie będę samotny, bo będę do Ciebie co wieczór dzwonić. A przynajmniej postaram się - usłyszeliśmy wezwanie do odprawy - leć. Wiem, że nie lubisz kolejek - pocałował mnie w głowę, a ja szybko poszłam w stronę bramek. I znowu to samo. Nienawidzę tego powolnego procesu odprawy. Najpierw te głupie bramki, następnie chwila czekania, później odprawa paszportowa i znów czekanie. Teraz wezwanie do samolotu, a po nim kolejna odprawa tym razem paszportowo-biletowa. I tak po przeszło 45 minutach czekania i przechodzenia przez odprawy znów jestem zamknięta w wielkiej blaszanej puszce. Tym razem całkiem sama. O dziwo boję się mniej niż jak jestem z kimś. To trochę dziwne. Pewnie to przez zapewnienia Mateusza, że samoloty nie są takie złe, i że statki są gorsze. W sumie to się z nim zgodzę. Nienawidzę statków. Pewnie dlatego, że mam chorobę morską i boję się wody. Z resztą nie ważne. Muszę się wyłączyć dlatego podłączyłam słuchawki do telefonu i włączyłam muzykę. W moich uszach rozbrzmiały nuty Hopeful. To na pewno sprawka Anety! Nigdy nie nagrywałam sobie na telefon żadnej ich piosenki. Na tablet tak, ale nie na telefon. Mimo to jestem jej wdzięczna bo wydłużyła moją play listę o jakieś... Kilka piosenek...

Później
Lotnisko w Londynie
W końcu dali mi wyjść! Przysięgam, że choćbym miała iść do Marcina na pieszo już nigdy więcej nie wsiądę do tej pułapki. Przed wyjściem było jakieś zamieszanie, bo ponoć w tracie lotu z silnikiem coś się stało. Co to jest?! Piątek 13.?! NIGDY WIĘCEJ! Ale teraz jestem już na stałym lądzie. Dobra, może nie stałym bo to wyspa, ale nie ma zagrożenia, że za sekundę wybuchnę! Muszę się uspokoić. Zdecydowanie...

Zaczęłam kierować się w stronę wyjścia gdyż jestem po wszystkich odprawach. Przy samych drzwiach zobaczyłam Oliwię. Gdy zatrzymałam się obok niej mocno mnie przytuliła.
- Czyli słyszałaś o tym co się stało? - zapytałam.
- Tak. Dobrze, że nic Ci nie jest.
- Dzwoniłaś do Marcina?
- Nie. Nie chciałam go denerwować. Poza tym pewnie już śpi. Jest późno - poszłyśmy do samochodu. Kobieta włożyła moją walizkę do samochodu a ja w tym czasie do niego wsiadłam. Ona tuż za mną. Odpaliła silnik samochodu i po chwili już byłyśmy w drodze do domu - mogę Cię Mary o coś spytać?
- Pewnie.
- Dlaczego postanowiłaś wrócić?
- Tęskniłam za Anetą i z tego co mi mówiła ona za mną też.
- Na prawdę? - zdziwiła się. Coś mi tu nie gra.
- Tak. A o co chodzi?
- Wiesz Aneta wspominała mi, że tęskni, ale z czasem to przestało być jak dla mnie na prawdę szczere. Zwłaszcza jak zaczęła spędzać całe dnie z chłopakami - nie odpowiedziałam. Zrobiło mi się przykro, że tak mnie okłamała.

Czy może być gorzej? Osoba przy, której zawsze byłam tak mnie okłamała. Mówiła, że bardzo tęskni, a jakoś tego po niej nie widać. Po co ja w ogóle tu wracałam? Może ona chce mieć mnie pod ręką w razie gdyby pokłóciła się z nimi, albo jak będzie bardziej zdołowana? Super... Wsiadłam do samolotu całkiem sama by być przy niej, a ona mówiła, że tęskni mimo że nie było to prawdą. I co? Znowu będę piątym kołem u wozu? Mam nadzieję, że dwa tygodnie miną bardzo szybko i niedługo wrócę do Norwegii. Nic mnie tu nie trzyma. Na pewno nie ona...

W domu
Całą drogę nie spałam. Nie mogłam... Obecnie jest gdzieś 2 - 3. Znów to uczucie. Na prawdę nie czuję się w tym domu dobrze... Po co więc przyjechałam? A tak. Dla niej...

Pierwszą rzeczą jaką usłyszałam był głośny śmiech Anety i chłopaków. Zaraz? To ona o tej porze nie śpi? Zawsze kładzie się nie później niż o 22:45. Czyżby to też było kłamstwem?
- Idź do niej. Jak słyszysz nie śpi. Dobranoc - powiedziała Oliwia i poszła do siebie do pokoju. Chwilę się zastanawiałam co powinnam zrobić. Iść na spacer? Do siebie? Czy do niej? Wybrałam ostatnią opcję. Niech wie, że nie zrobiła mi przykrości opowiadając tyle kłamstw. Zaczęłam wchodzić po schodach. Z każdym krokiem coraz pewniej aż w końcu doszłam pod jej drzwi. Chwyciłam klamkę i zawahałam się. A co jeśli mnie wyprosi? W końcu może się wstydzić pokazać mnie tym słynnym Bars And Melody. Mimo wszystko postanowiłam wejść. Nikt mnie nie zauważył. Dalej siedzieli i się śmiali.
- Już dawno minęła 22:45 - powiedziałam i wtedy wszyscy na mnie spojrzeli.
- Mary! - Aneta zerwała się i mnie przytuliła - Tęskniłam - ta... Szkoda, że to tylko ściema...
- Słyszałam coś innego, ale też tęskniłam.
- O co chodzi?
- O co? Na prawdę jeszcze się pytasz?
- Tak.
- Aneta, Twoja mama powiedziała mi na czym polegała Twoja tęsknota. Na prawdę tęskniłaś tylko kilka pierwszych dni, a później mówiłaś to z rutyny.
- Mary ja...
- I co? Nie zaprzeczysz nawet?
- Nie... To nie jest do końca tak.
- A jak? Zrozumiem wszystko tylko nie kłam.
- Mówiłam, że tęsknię, ale to po jakimś czasie nie było prawdą. Ja po prostu nie miałam czasu tęsknić.
- Teoretycznie ja też nie. A jednak to robiłam.
- Ale ty nie poznałaś tam nikogo. Ja mam ich - wskazała na chłopaków - oni nie dawali mi tęsknić.
- Aha czyli oni są ważniejsi ode mnie? Super... Czyli nie potrzebnie leciałam tu całkiem sama uszkodzonym samolotem.
- Co? - zapytała ze zdziwieniem.
- Tak. Przyjaciel powiedział, że powinnam przylecieć i spróbować od nowa, że nie mogę żyć przeszłością. Kupiła bilet na najbliższy lot i przyleciałam. Gdy byliśmy w połowie drogi okazało się, że samolot ma uszkodzony silnik. Mogłam zginąć, ale wiedziałam, że nic się nie stanie, bo chciałam do Ciebie wrócić. A teraz co? Moje obawy się potwierdziły. Przyleciałam nadaremno. Najgorsze, że obiecałam sobie, Marcinowi i mojemu przyjacielowi, że jeżeli będę chciała wrócić to nie wcześniej niż po dwóch tygodniach. I wrócę - w jej oczach widziałam łzy. Moje były puste, ale smutne. Czyli nie wygląda to najlepiej. Szybko opuściłam pokój, a następnie dom. Musiałam ochłonąć. Przejść się po ulicach, po których spacerowałam z rodzicami. Dlaczego mnie zostawili? Nie mam rodziny. Jestem sierotą i taka jest prawda. Teraz wiem, że Aneta przyjaźni się ze mną dalej z litości. Znów jestem piątym kołem u wozu. Gdy tak szłam poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę i odwraca w swoją stronę. To był Charlie.
- Możesz mi powiedzieć co ty wyprawiasz?! Wróciłaś i myślisz, że możesz robić wszystko?! Że Aneta rzuci Ci się na szyję i powie jak bardzo Ci jej brakowało?!
- Nie! Wiedziałam, że tego nie zrobi! Nie jestem głupia! Nie znoszę też kłamstw!
- Ona za Tobą bardzo tęskniła. Ciągle nam o Tobie mówiła.
- Doprawdy? To skoro tak tęskniła to czemu od dłuższego czasu nie dzwoniła? Wie, że ja nie miałam za bardzo możliwości. I czy dla kogoś za kim się ponoć tęskni nie powinno się znaleźć chociaż pięciu minut? Odkąd wy się pojawiliście o mnie totalnie zapomniała. Zostawiła mnie - spojrzałam mu w oczy. W moich zauważył łzy i ogromną burzę. Nagle coś w nim zmiękło. O co mu chodzi?
- Nie wierzę... Jak mogłem Cię wcześniej nie poznać...
- O czym ty mówisz?
- Nie pamiętasz? Byłaś kiedyś w Bristolu z rodzicami. Spotkałaś chłopca, z którym się zaprzyjaźniłaś.
- Skąd to wiesz?
- To byłem ja Mary.
- Co? Nie! To nie mogłeś być ty! Pamiętam dokładnie tego chłopca. Miał jasne włosy, był strasznie chudy, a jego oczy... Były tak jasne... Jak może w niektórych częściach świata. To nie mogłeś być ty. Do dziś pamiętam jak się czułam gdy z nim rozmawiałam, albo gdy mnie przytulał.
- A czy rozmawialiśmy odkąd się tu pojawiłyście? Czy Cię przytuliłem? - chciał to zrobić, ale się odsunęłam.
- Nie dotykaj mnie! To nie jesteś ty! Tego chłopca już nie ma. Wyjechał przed moją przeprowadzką do Port Talbot. Nawet się nie pożegnał - spuściłam wzrok, a z oczu poleciały mi łzy. On to wykorzystał i mnie przytulił. Poczułam to co wtedy przy tym chłopcu...
- Przepraszam... Moja ciocia zachorowała i musieliśmy pojechać do Londynu... To stało się z dnia na dzień. Gdy przyjechałem od razu poszedłem do Ciebie żeby Cię przeprosić, ale... Zastałem tylko pusty, otwarty dom... Myślałem, że tylko sobie Ciebie wyobraziłem... - nie wytrzymałam. Zrobiłam to po raz pierwszy od bardzo bardzo dawna... Rozpłakałam się jak małe dziecko...

 ~***~
Witajcie w ten piękny sobotni poranek! Wyspaliście się? Ja nie za bardzo, i obudziłam się podczas pięknego snu ;(. Ale nie ważne! Jak się rozdział spodobał. Mi o dziwo bardzo. Wprowadziłam małe zamieszanie, bo jak widać Aneta nie do końca tęskniła. Mary mieszkała w Bristolu. A na dokładkę znała Charliego. Ale nie myślcie, że zapomniałam o chłopcu z Port Talbot. Jego sprawa będzie poruszona ciut później. Ale tak. Możecie być ze mnie dumni. Sama napisałam jak dla mnie całkiem dobrą 13. Wiedzcie, że zwykle pisałam zapasy 5 rozdziałów w przód. Gdy dochodziłam do 13 zawsze byłam w tył, a to mi nie za bardzo odpowiadało. Jeszcze takie info. Jakby co to nie wiem kiedy Aneta wróci. Chce odpocząć tak jak ja odpoczywałam, ale będę starała dodawać się na czas. Chociaż obecnie mam małe problemy i jest mi bardzo ciężko pisać nie zawiodę was. Na razie to tyle.
A na razie ja już się żegnam.
Nie zapomnijcie o komentarzach ponieważ one bardzo motywują i wywołują nasz uśmiech :D
Jeżeli chcecie być z rozdziałami możecie nacisnąć niebieski guzik znajdujący się z prawej strony :)
Papa!
Zamyślona Marzycielka :)

czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych Świąt ho ho ho


Hejka
Dzisiaj już Wigilia. Co ja wam mogę życzyć? Przede wszystkim Wesołych, zdrowych, spokojnych i ciepłych świąt. Do tych krótkich życzeń dołączam wierszyk i zdjęcie - kolaż

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam nadziei, własnego skrawka nieba, zadumy nad promieniem świecy, filiżanki dobrej herbaty, pięknej poezji, muzyki, pogodnych świąt zimowych, odpoczynku, chwil roziskrzonych kolędą, śmiechem i wspomnieniami.
WESOŁYCH ŚWIĄT ;***

Cóż zrobiłam Wam taką małą niespodziankę bo teraz sobie odpoczywam po takim czasie pisania. Myślę, że jesteście z tego zadowoleni, że rozdziały Wam się podobają. Za niedługo znowu będę pisać.
To do zobaczenia za niedługo.

 
W tym wyjątkowym dla wszystkich czasie
Gdy renifer zagląda przez okno z błyskiem w oku
Chcę złożyć wszystkim najserdeczniejsze życzenia
Aby pokój i miłość panował w waszych sercach
Aby dobrego jedzenia na stole nie brakowało (zwłaszcza bigosu)
Aby uśmiech gościł na waszych twarzach każdego dnia
Aby wasze serca były hojne i przepełnione dobrocią dla innych
Aby szaleństwo i dobra zabawa panowały w sylwestra
Aby nowy rok powitać w dobrej formie
Aby końskie zdrowie nam dopisywało
Aby miłość była dla was najważniejsza
Aby czas z rodziną spędzony był wyjątkowy
Aby wśród prezentów dużo dobrych gier było
I aby wszystkim się dobrze żyło!
Wesołych Świąt!

Tak wiem wiem, mało oryginalne zwłaszcza jak ktoś ogląda Madzię.
Na więcej mnie nie stać, bo nie umiem składać życzeń.
Ale chciałabym wam złożyć serdeczne życzenia z okazji świąt.
Wybaczcie ale więcej nie wycisnę.
Życzę wam spełnienia marzeń no i w ogóle.
Tak mało ciekawe, ale szczere.
Co jeszcze dodać...
Spędźcie te święta z rodziną, albo z przyjaciółmi, a nie przed kompem.
Nie bierzcie kochani ze mnie przykładu.
Żebyście nie uczestniczyli w kłótniach ani nie musieli ich słuchać.
I przede wszystkim żebyście mimo wszystko poczuli magię świąt.
Bo jak się jej nie czuje to święta nie pykną.
Także tego...
Do soboty ;)
Papa!
Zamyślona Marzycielka :)

wtorek, 22 grudnia 2015

Dziękuję!




Heja!
Właśnie zalogowałam się na bloggera i co widzę?
Widzę dokładnie 1071 wyświetleń!
Nie wiem czy Aneta to widziała, czy nie, ale ja jestem mega zadowolona!
Nawet nie wiecie jak to jest przeżyć to po raz kolejny.
To uczucie, że osiągnęło się jakiś sukces.
Dla mnie bardzo duży, mimo że wyświetlenia miałam kiedyś większe :D
Miałam się wcześniej wziąć za rozdział, ale dzisiaj dopadłam się mega fajnej książki i dzisiaj ją skończyłam :D
Jakby ktoś chciał przeczytać to serdecznie polecam "7 Dni" Eve Ainsworth.
Wracając.
Nie wiem co mogę jeszcze dodać.
Jestem wam misiaki bardzo wdzięczna i Aneta pewnie też.
Na święta dodam jeszcze notkę.
Taką osobną :)
A teraz dziękuję wam jeszcze raz z całego serca i biorę się za rozdział.
Przy dobrych wiatrach skończę go na czas :D
Pozdrawiam miśki!
Zamyślona Marzycielka :)

niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział 12: Spodziewaj się niespodziewanego.


 Zawsze spodziewaj się niespodziewanego gdyż może okazać się ono bardziej niespodziewane niż mogłoby się wydawać...

Od kilku dni wpadłam w rutynę. Wstaję, ubieram się, jem śniadanie i siedzę sama w domu, bo Marcin jest w pracy. Ostatnio dowiedziałam się, że zostaniemy tu na dłużej. Odpowiada mi to. Kocham ten kraj. Jest tylko jedna niepokojąca mnie rzecz. Pójdę tu do szkoły. Nie wiem czy chcę. Chyba nie dorosłam do tego, ale cóż... Nic na to nie poradzę. Chyba wolę być tu niż w Anglii. To miejsce jest nowe, bez żadnych wspomnień. Dziś postanowiłam zrobić coś nowego. Wzięłam mój fioletowy plecak i zaczęłam pakować do niego laptopa, kredki, kolorowanki, jakieś przekąski i wodę. Pójdę kolorować w teren. Wyszłam z domu, który zakluczyłam i skierowałam się w miejsce, które odwiedziłam od razu gdy tu przyjechałam. Mam do niego sentyment. Poza tym widziałam je na instagramie Elevena.

Brakuje mi Anety. Odkąd wyjechała zaczęłam się zastanawiać czy dobrze robię zostając tu. No ale chyba tak... Tu jestem szczęśliwsza niż w Anglii. Tamto miejsce zbyt przypomina mi rodziców. Nie lubię tych wspomnień. Są straszne... Nie umiem sobie z nimi radzić. Tu to co innego. Tu zaczęłam się szczerze uśmiechać. Może nie powinnam była jej mówić wprost, że nie chcę wracać. Zrobiłam jej przykrość. Ale ona ma chłopaków. Ja byłabym piątym kołem u wozu.  Nie znalazłabym z nimi wspólnego języka. Bo w sumie po co? Po co im taka przyjaciółka.

Gdy doszłam do tego pięknego miejsca zaczęłam rozkładać się pod moim ukochanym drzewem. Na szczęście mój laptop ma bardzo wytrzymałą baterię. Gdy byłam już gotowa włączyłam odcinek Elevena i zaczęłam kolorować. Czułam na sobie wzrok przechodniów. No tak... Nie często spotyka się dziewczynę siedzącą pod drzewem słuchającą czegoś dla nich niezrozumiałego. Pewnie gdybym była normalna zaczęłabym się z nich śmiać, ale byłam za bardzo pochłonięta wykonywanymi przez siebie czynnościami.
- Lubisz Elevena? - usłyszałam nagle. Nie wiem kto zapytał. Nawet nie podniosłam głowy.
- Nawet bardzo - zaśmiałam się. No co? Obejrzałam wszystkie odcinki na obecnym kanale i jeszcze kilka na Ryjemy Banie zanim kanał został usunięty. Czułam jak tajemniczy ktoś dalej nade mną sterczy co zaczęło mnie irytować. Oderwałam wzrok od kolorowanki i spojrzałam na postać. Ej nie! To mi się śni! To... To... To nie może być Eleven. Chciałam powiedzieć coś. Coś cokolwiek. Mądrego bądź mniej. Ale za każdym razem zamykałam tylko bezdźwięcznie usta.
- Cześć - przywitał się trochę głupkowato. Cały Mateusz...
- Hej - byłam wszystkim zaskoczona. Ej no! Nie codziennie spotyka się swoich ulubionych YouTuberów! Chciałam wstać, ale on wyprzedził mnie siadając obok.
- Ładny rysunek - stwierdził na co się zaśmiałam - no co?
- To kolorowanka. Ja nie rysuję. Nie umiem - on też się zaśmiał.
- I tak ładne. W ogóle jak masz na imię?
- Mary.
- Zaraz! Kiedyś pisałem z jedną dziewczyną o imieniu Mary. Pamiętam, że pisała, że miewa koszmary...
- A ty napisałeś jej, że też je masz i opisałeś z grubsza sytuację po jednym z nich. Wiesz... To chyba byłam ja.
- Fajnie Cię tak spotkać w realu.
- I wzajemnie Jedenastku.
- Wybacz, że spytam, ale muszę. Od jak dawna mnie oglądasz. Twoje komentarze pamiętam tylko z serii Layers of Fear i jeszcze z jakiegoś jednego odcinka.
- Oglądam Cię bardzo długo. Pamiętam jeszcze odcinki z czasów Ryjemy Banię także no. I nie dziwię się, że kojarzysz mnie tylko z tamtych komentarzy. Nigdy więcej nic nie komentowałam, ale miło, że pamiętasz każdy mój komentarz.
- Zostawiłaś ich tak mało i były tak długie, że nigdy ich nie zapomnę. Tak w ogóle to co ty tu robisz? Nie mieszkałaś czasem na południu Polski?
- Mieszkałam, ale później przeprowadziłam się do Anglii. Byłam tam jakiś czas i Marcin dostał tu pracę, a ja przyjechałam z nim.
- Nie podoba Ci się w Anglii?
- Nie... Jest pięknie, ale nie czułam się tam najlepiej. Tak obco. Tu jest trochę lepiej.
- A będziesz wracać?
- To jest temat dyskusyjny. Z jednej strony jest tam Aneta, ale z drugiej odkąd poznała Leo i Charlie'go czuję się jak piąte koło u wozu.
- Czyli uciekłaś od problemu?
- Nie. Znaczy nie do końca. Przyjechałam tu głównie dlatego, że uważam Norwegię za piękny kraj, ale jeżeli tu zostanę to wiem, że dlatego, bo czuję się odrzucona.
- A nie łatwiej byłoby z nimi porozmawiać?
- Żeby to było takie proste.
- Jest.
- Nie w moim przypadku. Jeżeli ja wchodzę w grę wszystko jest bardziej... Skomplikowane.
- Domyślam się. Mówiłaś mi trochę o sobie, ale patrz. Ze mną łatwo Ci wychodzi rozmowa.
- Ale ty to ty. Wiem czego mogę się po Tobie spodziewać. Po niej nie. Z nią nigdy nic nie wiadomo, a chłopaków prawie nie znam - zaśmiałam się.
- Ciekawy człowiek ta Aneta skoro nie wiesz czego się po niej spodziewać, a po mnie tak.
- A żebyś wiedział.
- Ale powiedz. Tak szczerze. Nie tęsknisz za nią?
- Tęsknię, ale nie wiem czy chcę tam wracać.
- Dlatego powinnyście szczerze porozmawiać. Serio. To wyjdzie wam lepiej.
- Nie ma okazji żeby pogadać. To nie jest rozmowa na telefon, a ona niedawno wróciła do Anglii.
- To może ty też powinnaś wrócić i z nią pogadać, a w razie co przyjechać tu z powrotem.
- Nie ma jak. Nikt nie będzie jeździł w tą i z powrotem.
- Z tego co kojarzę skończyłaś 16 lat. Możesz sama latać samolotem.
- No chyba zwariowałeś. Ja mam problem żeby wsiąść do samolotu z kimś, a co dopiero sama. Poza tym nie mam skąd wziąć pieniędzy na dwa bilety.
- A skąd wiesz, że ten drugi, będzie potrzebny?
- Nie wiem. Ale wiem, że nie chcę stąd wyjeżdżać. Uwielbiam Norwegię.
- Nikt Ci nie broni tu przyjeżdżać. Poza tym tu jest bliska Ci osoba. Na pewno pozwolą Ci go odwiedzać.
- Niby tak...
- Więc co Ci szkodzi?
- To, że ona i tak będzie ze mną rzadko. Znalazła przyjaciół. I to jeszcze sławnych. Leo i Charlie to inaczej Bars And Melody.
- Domyśliłem się. Ale ty też możesz jej w razie czego pochwalić się, że masz sławnego przyjaciela.
- Kogo?
- No mnie!
- Ty i sławny? Chyba w snach - zaśmiałam się.
- Ha ha ha. No na prawdę - nie wytrzymał i zaśmiał się razem ze mną.

Później
Jestem już w domu. Mateusz był tak miły, że mnie odprowadził, bo zaczęło się ściemniać. Miło z jego strony. Dał mi nawet swój numer gdybym potrzebowała pogadać. Cieszę się, że go poznałam. Nie chodzi tu nawet o to, że jest znanym YouTuberem. Jest bardzo fajnym człowiekiem i go polubiłam. Szkoda, że mieszkamy tak daleko. Namówił mnie na rozmowę z Anetą. Pojadę do Anglii na 2 tygodnie i w razie czego wrócę. Oczywiście jeżeli Marcin mi pozwoli. Jestem nawet gotowa wsiąść sama do samolotu. Chciałabym mieć ją przy sobie. To moja przyjaciółka. Najlepsza, ale już nie jedyna. Moim drugim przyjacielem stał się Eleven. Tak wiem niby znamy się jeden dzień, ale styczność mieliśmy już kiedyś. Pisaliśmy przez jakiś czas do siebie. Poza tym oby dwoje sporo przeszliśmy. Dopiero on uświadomił mi jak tęsknię za siostrą. Mimo to dalej boję się, że jak wrócę ona skupi się głównie na chłopakach. Eh...

Nagle usłyszałam otwierające się drzwi. To musiał być Marcin. Szybko zbiegłam na dół i go przytuliłam.
- Hej Mary. Co robiłaś cały dzień?
- To co zwykle.
- Nie znudziło Ci się to jeszcze?
- Marcin kolorowanie mi się nigdy nie znudzi. A właśnie mam prośbę.
- Co się stało?
- Bo... Chciałabym wrócić do Anglii.
- Coś się stało? Zrobiłem coś?
- Nie! Po prostu... Tęsknię za Anetą...
- Rozumiem... Ale mówiłaś, że nie czujesz się tam dobrze.
- Wiem, ale kolega uświadomił mi, że powinnam z nią szczerze porozmawiać i wszystko będzie ok.
- Pewnie. Jak chcesz to jedź - powiedział z uśmiechem.
- Tylko... Jeżeli dalej bym się źle czuła... Mogę tu wrócić?
- Pewnie. Ale nie mamy na tyle pieniędzy żebyś co chwila latała w te i wew te.
- Wiem. Postanowiłam zostać tam na co najmniej 2 tygodnie. Jeżeli nic się nie polepszy to wrócę. Nie jest to problem?
- Nie. Cieszę się, że mimo wszystko chcesz wrócić do domu - uśmiechnęłam się ponuro.
- Dzisiaj ktoś mi uświadomił, że żyć trzeba dalej nie ważne co strasznego się stało.
- Mądra musi być ta osoba.
- Raczej nie. Umie powiedzieć coś mądrego i właściwie jest mądry, ale robi z siebie głupka. Z resztą nie ważne. Pójdę się spakować.
- Leć - zaczęłam kierować się do pokoju - Mary poczekaj! O której masz samolot?
- Jutro o 22.
- Mam powiadamiać Oliwię, albo Anetę o Twoim przyjeździe?
- Tylko Oliwię. I poproś ją żeby nie brała ze sobą Anety.
- Ok. Teraz już idź - uśmiechnęłam się szeroko i poszłam do siebie. Ciężko jest mi go zostawiać. Lubię Marcina i czuję się głupio zostawiając go, ale muszę stawić czoła strachowi i wrócić tam. Eh... Będąc w pokoju zaczęłam się pakować. Nie zajęło mi to dużo czasu. Gdy skończyłam poszłam się umyć i przebrać, a następnie spać...

~***~
Hejo! Wita was po masakrycznie długiej przerwie nie kto inny niż Zamyślona Marzycielka. Tak... Wróciłam. Nie odeszłam ani nic. Po pierwsze chciałam powiadomić was, że przez najbliższy czas to ja będę dodawać rozdziały, bo Aneta musi odpocząć. Po drugie w ostatnim rozdziale ciut namieszała z historią Mary, ale ja to naprostuję nie miejcie pretensji, że źle napisała. Możecie mieć do mnie, że nie sprawdziłam. Po trzecie jest mi przykro, że nie komentujecie. My na prawdę staramy się pisać dobrze. Mi nie zawsze to wychodzi, a Aneta się jeszcze uczy. Dla was to tylko chwila, a u nas to powoduje ogromniasty uśmiech na twarzach. Dlatego mam nadzieję, że ten rozdział ktoś skomentuje. Po czwarte i ostatnie mam nadzieję, że rozdział się spodobał. Fani Elevena już na starcie mogli się domyślić, że skoro Norwegia to on musi być. I jak widać zrobił coś dobrego :D Wiem, że rozdział krótki, ale na start chyba odpowiedni. Na przyszły tydzień napiszę dłuższy. A na pewno się postaram.
A na razie się żegnam.
A! Jeżeli chcecie być z rozdziałami na bieżąco to możecie zaobserwować naszego bloga klikając na niebieski guziczek z prawej strony :)
Papa!
Zamyślona Marzycielka :)