sobota, 7 listopada 2015

Rozdział 7: Smutne i samotne życie

Dzień później. Popołudnie
Przez pół dnia myślałam co się dzieje u Mary. W pewnym momencie widzę, że dostałam sms'a. Zajrzałam więc kto do mnie napisał i okazało się, że to chłopacy. Nasza sms'owa rozmowa była taka nie typowa.

Od Leo:
Hej wiesz, że dzisiaj jest nasz koncert?

Do Leo:
Hej na śmierć o tym zapomniałam. Jest jeszcze jakaś szansa żebym zdążyła dojechać do Was? 

Od Leo:
Będziemy przejeżdżać obok twojego domu więc jak chcesz to możesz się z nami zabrać i my załatwimy Ci bilet i loże VIP. 

Do Leo:
No spoko, a o której jedziecie? Jesteście świetni.

Od Leo:
Już jesteśmy w drodze. Powiedz tylko o tym mamie i za jakieś 15 minut będziemy. 

Do Leo:
Spoko będę czekać.

Po chwili szybko zeszłam do mamy do salonu.
-Mamo mogę jechać na koncert chłopaków? - zapytałam
-Wiesz, że ja cie nie zawiozę bo samochodu nie ma. - powiedziała mama
-Pisałam z chłopakami i napisali mi, że przyjadą po mnie bo mają po drodze. - powiedziałam
-To dobrze możesz jechać. - powiedziała mama
-Dziękuje mamo - powiedziałam z wielką radością
Pobiegłam szybko do swojego pokoju i w szafie zaczęłam szukać bluzki, którą akurat chciałam założyć i po chwili ja znalazłam. Zabrałam potrzebne rzeczy, czyli telefon, płytę, na której miałam już autografy. Do torebki włożyłam portfel i płytę, a telefon do kieszeni. Włożyłam na siebie bluzkę i zeszłam na dół gdzie ubrałam buty i kurtkę. Chwilę potem usłyszałam pukanie do drzwi. Ja otworzyłam byli to chłopacy.
-To ja już idę mamo. Do zobaczenia później. - powiedziałam
-Ok skarbie. Do zobaczenia później. - odpowiedziała mama
Wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi..
-Nie wiem jak Wam się odwdzięczyć za ten bilet i to, że będę przy scenie - powiedziałam
-Nie musisz. My to robimy bo Cię lubimy. Widzimy to, że się bardzo cieszysz, że w ogóle nas poznałaś. - powiedział Charlie
-Nawet nie wiecie jak. Kiedy usłyszałam od taty, że tu przyjeżdżamy to się ucieszyłam. Niestety teraz z moją siostrą wyjechał do Norwegii, ale i tak jestem mu wdzięczna, że mogłam się tu znaleźć. Bardzo tęsknie za moją siostrą. - powiedziałam.
-Może jeszcze wróci tutaj. - powiedział Leo.
-Podobno ma wrócić, ale nie wiadomo jak się potoczą plany taty i czy Mary będzie chciała wrócić czy zostać z tatą. - powiedziałam
-Zmieńmy temat. Musimy Cię jakoś pocieszyć. - powiedział Charlie, a Leo potwierdził.
Usłyszałam dzwonek z mojego telefonu. Wyciągnęłam telefon i zobaczyłam, że dzwoni do mnie Mary po czym odebrałam.
-Hej Mary co tam u Ciebie? - zapytałam
-Hej Aneta a dobrze, a u Ciebie? - zapytała Mary
-A u mnie też dobrze. Jestem w drodze na koncert chłopaków. Siedzę z nimi w samochodzie. - powiedziałam.
-To fajnie. - powiedziała
-Tęsknie za Tobą. Tak samo mama. - powiedziałam.
-Ja też za Tobą tęsknie i chciałabym się zobaczyć. Może przylecisz z mamą do nas choć na dwa dni?- zapytała Mary
-Muszę jeszcze pogadać na ten temat z mamą. Obiecuje, że zadzwonię do Ciebie jeszcze wieczorem. A teraz już muszę kończyć bo jestem na miejscu. Papa buziaki. - powiedziałam
-Papa. Buziaki - odpowiedziała Mary i się rozłączyła
Po rozmowie z Mary ulżyło mi trochę i z uśmiechem na twarzy wyszłam z samochodu razem z chłopakami.
Koncert wyszedł świetnie i po koncercie chłopaki odwieźli mnie do domu za co im podziękowałam. W drodze do domu dużo gadaliśmy i robiliśmy zdjęć, które zrobiliśmy na pamiątkę i ustaliliśmy, że jeszcze do mnie zadzwonią albo ja zadzwonię, żeby się spotkać.

Wieczorem
Było już późno. Ja myślałam tylko o odświeżeniu się i pójściu spać. W salonie spotkałam mamę, która oglądała tv.
-I jak było? - zapytała mama
-Było fajnie w drodze do domu dużo gadaliśmy i robiliśmy trochę zdjęć. - odpowiedziałam
-To się cieszę, że jesteś zadowolona. Widać po Tobie, że jesteś zmęczona. Może się już położysz? - zapytała mama
-Z pewnością się położę tylko jeszcze się odświeżę. - powiedziałam
-To nie zabieram ci czasu. Dobranoc. - powiedziała mama
-Dobranoc mamo- powiedziałam i poszłam do góry.
Po dotarciu do swojego pokoju poszłam do łazienki i się szybko odświeżyłam. Po wyjściu z łazienki weszłam pod kołdrę i się położyłam spać. Szybko usnęłam i przespałam całą noc.

~**~
Hej ludzie.
Dzisiaj kolejny rozdział. Początkowo myślałam, że nie wyrobię i nie będzie rozdziału. Na całe szczęście jest i się z tego cieszę. Dzisiaj i tak jestem w dobrym humorze, ale to dlatego, że mam płytę swoich idoli. Sądzę, że następny rozdział pojawi się na czas, ale to już zależy czy Zamyślona Marzycielka się wyrobi na czas. A tymczasem komentujcie rozdział czy Wam się podoba. Mnie się podoba i przypuszczałam, że będzie dłuższy, ale jest jaki jest. A teraz czekajcie na rozdział 8.
Papa ;***

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 6: Znowu droga.

Podróż... Przeprowadzka... Znowu? Tak. Cieszysz się? Tym razem tak.

Rano. Godzina 2:00.
Nagle zerwałam się z łóżka. Zaczęłam nerwowo rozglądać się po pokoju. Cholera... Czyli znowu koszmar. Wyjęłam z pod poduszki telefon i sprawdziłam godzinę. 2 nad ranem. Super... Niby mam jeszcze 2 godziny, ale jak zasnę to mnie nie obudzą. Powoli wstałam i otworzyłam szafę. Zostawiłam w niej tylko to co chcę dzisiaj ubrać, czyli typowo czarne długie spodnie dresowe, bluzę z kapturem również czarną, czarną koszulkę, czarne trampki i z dodatków to co zwykle, czyli moją czapkę, bransoletkę i wisiorek. Z tym zestawem poszłam do łazienki gdzie szybko się ogarnęłam. Mam czasem wrażenie, że ten wyjazd to będzie dopiero druga szansa. Druga szansa na coś lepszego, ale wolę nie krakać. Gotowa wyszłam z łazienki i zaczęłam znosić moje rzeczy na dół. Jak się okazało czekała tam na mnie Oliwia.
- Nie śpisz już Mary?
- Nie.
- Czemu?
- Tak jakoś... - no przecież nie powiem jej o tym, że jestem psychopatyczną pesymistką, której od lat śnią się koszmary!
- Chcesz coś zjeść? Czeka was długa podróż.
- Wiem, ale nie jestem głodna.
- Ok - poddała się lekko smutna. Teraz zostało mi tylko czekać...

3 godziny później
Jesteśmy już w samochodzie. Jak na razie podróż przebiega.... Miło. Trochę smutno było żegnać się z Anetą...
"Już miałam wyjść z domu gdy nagle Aneta zbiegła po schodach i rzuciła mi się na szyję.
- Będę tęsknić Mary... Będę do Ciebie pisać i miło by było gdybyś odpisała...
- Ok - lekko odwzajemniłam uścisk - Together Forever..."
Nie lubię pożegnań, ale to zaczęło dla mnie w pewnym sensie nowe lepsze życie. Fajnie by było gdyby Marcin miał zostać w Norwegii na dwa lata. Zostałabym z nim, a później wróciłabym do Polski na studia. Ta... Marzenia... Przeważnie się nie spełniają, ale kto wie. Może moje za, którym jadę do Norwegii się spełni. Moje rozmyślania przerwał Marcin.
- Nad czym tak myślisz Mary?
- Nad niczym. Tak sobie myślę... Na ile zostajemy w Norwegii?
- A jeszcze nie wiem. Zależy na ile dostanę pracę. A co? Nie chcesz tam długo siedzieć?
- Wręcz przeciwnie. Bardzo chcę. Mogła bym być bliżej Polski....
- Tęskno Ci do Katowic?
- Nie do Katowic. Do kraju . Tam się wychowałam... I w ogóle...
- W ogóle... Jasne... Pewnie chodzi o tych całych YouTuberów.
- Po części. Bo gdy mieszkaliśmy w Polsce miałam szanse, może minimalne, ale szanse żeby ich spotkać, a teraz jest to niemożliwe - posmutniałam... Ale co robić? Prawda zawsze boli.
- Możliwe. Tylko musisz w to uwierzyć...

Dzień później
- Mary wstawaj. Już jesteśmy na miejscu.
- Co? Ale jak? - byłam zaskoczona. Przecież pamiętałabym, że zasnęłam.
- Zasnęłaś chwilę po tym jak skończyliśmy rozmawiać. Chodź - powoli wysiadłam z samochodu. Po chwili zobaczyłam śliczne miasto. Bardzo blisko niego były góry. Poznałam je ze zdjęć. Widok był nie do opisania. Nie znałam tylu słów na opisanie go. To było... Przepiękne... Najpiękniejsze miejsce jakie jest na ziemi - pięknie prawda?
- Bardzo - odpowiedziałam nieprzytomnie.
- Może chcesz się przejść?
- Tak. Z chęcią. Sama.
- Domyślam się, że sama. Możesz zdjąć soczewki i założyć okulary. Znajomi Cię nie zobaczą - zaśmiał się, a ja ruszyłam w drogę. Postanowiłam wdrapać się na jakieś wzniesienie. Najlepiej takie na, którym jest jakieś drzewo. Gdy tak szłam w górę czułam się coraz bardziej wolna. Nikt nie mówił mi co mam robić i jak się zachowywać. Było idealnie. Po 10 minutach wchodzenia znalazłam się w miejscu idealnym... Niby słońce świeciło, ale było dużo cienia. Jedynym drzewem na wzniesieniu była wierzba płacząca. W skale była jakaś dziwna kratka, co w sumie troszeczkę mnie przeraziło. Postanowiłam zadzwonić do przyjaciółki.
- Hej Aneta.
- Mary! Jak tam?
- Normalnie.
- Co ty taka szczęśliwa.
- Znalazłam się w miejscu idealnym.
- Chcę zdjęcie tego Twojego miejsca idealnego - zaśmiała się trochę sztucznie.
- Pewnie. A ty co robisz?
- Nic ciekawego w sumie. Czekam na chłopaków.
- Aż tak się zaprzyjaźniliście?
- No! Są świetni.
- To się cieszę. Nie będę już przeszkadzać.
- Nie przeszkadzasz.
- Mów se co chcesz ja i tak swoje wiem. Do usłyszenia.
- Do usłyszenia - po jej słowach rozłączyłam się. Wyjęłam z torby laptopa i weszłam na YouTube. Zobaczyłam, że Eleven dodał nowy odcinek z The Binding of Isaac Rebirth. Szybko weszłam w ten odcinek i zobaczyłam, że trwa on ponad godzinę. Czyli na najbliższą chwilę mam co robić...

~***~
Dzień dobry. Tak wiem. Rozdział to totalna tragedia, w której nie wiadomo o co chodzi. No ale co mam poradzić? Zawsze jak się śpieszę z dokończeniem czegoś tak już jest. Jak widać Mary i Aneta się rozstały z czego Mary w pewnym sensie się cieszy, ale czemu to jeszcze do końca nie wiadomo. Od razu mówię, że ta kratka w skale to takie jakby drzwi. I nie z nimi nie będzie się działo. Po prostu taki sobie dekor i już. Znaczy na razie. Nie będę już przedłużać. Przepraszam, że rozdział z takim opóźnieniem, ale mam na prawdę dużo zajęć, a czasu za mało. Gdyby doba trwała 36 godzin było by mniej spóźnień z mojej strony.
Papa!
Zamyślona Marzycielka :)
P.S. Zapraszam do komentowania! To na prawdę bardzo motywuje i dodaje chęci!
P.S.2. PRZEPRASZAM ZA TAK KRÓTKI ROZDZIAŁ! Ale jak już wspomniałam na wszystko brakuje mi czasu, bo jestem 3 gimnazjum :(

sobota, 17 października 2015

Rozdział 5: Wakacje pełne wrażeń

W drodze na koncert byłam nieco zaskoczona wiadomością taty, że wyjedzie do Norwegii na jakiś czas. Tym bardziej zaskoczyła mnie reakcja i pytanie Mary na tą wiadomość. Byłam jeszcze w lekkim szoku, ale po dotarciu na miejsce poczułam radość, która pojawiła się też na mojej twarzy. Co chwilę spoglądałam na zegarek i odliczałam do momentu spotkania z chłopakami i oczywiście koncertu.
Koncert mijał rewelacyjnie. W trakcie koncertu Mary potrząsnęła mnie delikatnie po czym powiedziała
-Muszę się przewietrzyć bo nie chcę się tu udusić. - powiedziała
-Ok – odpowiedziałam
Ja byłam potem tak pochłonięta śpiewaniem razem z chłopakami, że nie pomyślałam co się dzieje z Mary. Zaczęłam się nieco o nią martwić. Jednak dopuściłam do siebie myśl, że nie dała rady się przepchnąć do mnie na sam przód. Pomyślałam, że nic jej nie jest. Po koncercie kiedy reszta dziewczyn zaczęła wychodzić ja nerwowo zaczęłam się rozglądać za siostrą. Po 2 minutach zauważyłam ją leżącą na ziemi. Po czym podbiegłam do niej zauważyłam krew wokół ręki więc natychmiast pobiegłam na zaplecze usiłując znaleźć kogoś kto mi pomoże. Na zapleczu znalazłam chłopaków, a że dobrze znałam angielski to udało mi się z nimi porozumieć i opowiedziałam im szybko w skrócie całą historię, która miała miejsce. W oczach miałam łzy i kiedy skończyłam opowiadać pocieszyli mnie mówiąc że pomogą. Poszliśmy więc do Mary i Charlie wziął ją, i poszliśmy na zaplecze, żeby przemyć ranę na ręce mojej siostry, a potem ją opatrzyć. Po chwili Mary odzyskała przytomność.
-Co ja tu robię? - zapytała
-Straciłaś przytomność i chłopacy pomogli mi po tym jak cię znalazłam na ziemi z raną na ręce.-odpowiedziałam.
-Pamiętasz coś?- zapytał Leo
-Pamiętam tylko tyle, że zrobiło mi się duszno i chciałam się przewietrzyć i próbowałam się przecisnąć przez ten tłum. Jednak upadłam i potem zrobiło mi się słabo, a ciągle ktoś mnie deptał po ręce, no a później straciłam przytomność i urwał mi się film.-powiedziała Mary
-To ja potem szukałam cię jak reszta dziewczyn się rozchodziła. Aż się zaczęłam coraz bardziej martwić że tak długo nie przychodzisz- powiedziałam
-Twoja ręka miała dużą ranę- powiedział Charlie
-Na szczęście Ci nic nie jest.- powiedziałam
Po całym tym zdarzeniu zrobiłam sobie parę zdjęć z chłopakami i wzięłam od nich autografy, a potem pojechaliśmy do domu. Kiedy już byliśmy na miejscu chłopacy wyszli razem z nami i się pożegnali. Ja natomiast wcześniej dostałam od nich numery i ja im podałam swój.

Później
Siedząc w pokoju myślałam co będzie dalej. Jak to będzie wyglądać, kiedy Mary pojedzie z tatą do Norwegii na wakacje. Gdy tak myślałam usłyszałam jak mama woła mnie i Mary na kolacje. Na dole byłam pierwsza i nadal byłam zamyślona. Rodzice tego nawet nie zauważyli. Po zjedzeniu kolacji i odejściu od stołu poczułam jak wibruje mój telefon. Okazało się, że to Leo. Napisał mi czy się jutro spotkamy. Ja odpisałam, że to zależy o której wstanę bo jutro Mary wyjeżdża z tatą i że chcę się z nią jeszcze pożegnać. Na co Leo mi odpisał, że jeszcze do mnie napisze to się spotkamy jutro we trójkę.
Kiedy byłam już w swoim pokoju usiadłam przy biurku i odpaliłam laptopa. W międzyczasie ustawiłam budzik, żeby nie zaspać. Po zrobieniu tego weszłam na yt i zaczęłam oglądać ulubionego YouTubera Mary – Elevena. Od razu stwierdziłam, że ten YouTuber jest najlepszy. Tak mnie te odcinki wciągnęły, że nie zauważyłam kiedy zrobiło się ciemno i była godzina 21:00. Pomyślałam dość na dzisiaj i poszłam się odświeżyć i potem spać. Przez godzinę nie mogłam usnąć. Coś mnie męczyło. Czułam się taka zamyślona. Wreszcie usnęłam.

Nad ranem.
Jest 4:00. Budzik mnie obudził po czym zeszłam na dół i zauważyłam, że Mary i tata już się zbierają więc zdążyłam w samą porę. Po pożegnaniu i wyjściu Mary i taty poszłam do swojego pokoju i się położyłam bo nadal czułam, że jestem senna. Po zaśnięciu miałam sen jak w bajce i nie myślałam, żeby się z niego obudzić. Po paru godzinach obudził mnie telefon. Dzwonił Leo po 5 minutach rozmowy gdy skończyliśmy, podeszłam do szafy i wybrałam ubrania po czym poszłam do łazienki. Tam zrobiłam wszystkie czynności jakie miałam w planach zrobić i zeszłam z telefonem na dół. W kuchni spotkałam mamę, która przygotowywała przekąski do zjedzenia. Czekając na coś do zjedzenia zajrzałam na aska, tt, ig, tumblra i snapa. Na wszystkim było coś nowego. Wreszcie śniadanie było gotowe więc zaczęłam je jeść. Podczas śniadania rozmawiamy razem
-Masz jakieś plany na dzisiaj?- zapytała mama
-Chce się spotkać z Charlie'm i Leo- powiedziałam
-To może ich zaprosisz do nas to coś przygotuje i spędzicie trochę czasu w domu bo na dworze strasznie zimno.- powiedziała mama
-No ok to jeszcze napisze chłopakom, że mogą przyjść no i że coś przygotujesz.- powiedziałam.
Gdy napisałam do chłopaków, że możemy spędzić trochę czasu u mnie w domu się zgodzili. Pojawili się na ustaloną godzinę. Postanowiliśmy, że pójdziemy do mojego pokoju posiedzieliśmy tam trochę. Nudziło nam się trochę i zeszliśmy na dół ponieważ były tam fajne zapachy.
-Co tu tak ładnie pachnie?- zapytał Charlie
-Zaraz się zapytam mamy- powiedziałam
-Masz może nutelle, bo mam na nią ochotę- zapytał Leo
-Leo zachowuj się.- powiedział Charlie
-Charlie spokojnie nie gniewam się. Mam Leo zaraz ci dam, ale nie zjedz mi jej całej- powiedziałam
-Ok nie zjem – powiedział Leo
Po chwili byliśmy już w kuchni gdzie zapach był intensywniejszy.
-Co to za zapach?- zapytałam mamy
-Będzie pizza i do tego trochę frytek- powiedziała mama
-To zjemy trochę- powiedziałam.
Kiedy tak czekaliśmy na pizzę i frytki robiliśmy dużo zdjęć na snapa. Nawet Leo robił sobie zdjęcia z moją nutellą. Mieliśmy ubaw. Po zjedzeniu pizzy i frytek postanowiliśmy się jeszcze trochę przewietrzyć
-Mamo to my się pójdziemy jeszcze przejść trochę- powiedziałam
-Dobrze, tylko nie za długo- powiedziała mama
Po wyjściu z domu rozmawialiśmy dużo, a Leo był nieco smutny bo niestety nie mógł jeść już nutelli.
Ja z Charliem go pocieszaliśmy i udało nam się . Ponieważ chłopacy przyjechali ze swoim opiekunem samochód stał pod moim domem to się wróciliśmy po 30 minutach. Na pożegnanie chłopacy dali mi mały prezent.
-Co to jest?- zapytałam
-Taka mała niespodzianka, zobacz co to jest.- powiedział Charlie
Kiedy otworzyłam średniej wielkości pudełko zauważyłam coś białego, a tym była jeszcze jedno pudełko. Zaczęłam rozpakowywać to drugie pudełko i zobaczyłam, że jest to płyta. Potem popatrzyłam co to jest to białe i okazało się, że jest to bluzka.
-Mam jeszcze coś dla ciebie- powiedział Leo
-Co takiego?- zapytałam
Charlie był nieco zdziwiony
-Proszę myślę, że Ci się spodoba.- powiedział Leo
-Ooo dziękuje.- powiedziałam
-Wiemy, że bardzo nas lubisz i dlatego nie dla wszystkich fanek mamy takie niespodzianki – powiedział Charlie
-Kiedy Was zaczęłam słuchać miałam nieco trudną sytuacje i myślałam, że nie dam rady. No ale dzięki Wam jest coraz lepiej.- powiedziałam
-To może jutro znowu się spotkamy?- Zapytał Leo
-Zobaczę czy mama będzie miała jakieś plany i czy nie będzie chciała żebym jej przy czymś pomogła- powiedziałam
-No ok to jeszcze pogadamy przez telefon – powiedział Charlie
Pożegnaliśmy się i poszłam do domu. W domu czekała na mnie mama, która oglądała w salonie telewizję.
-I jak było?- zapytała mama
-A fajnie dostałam od chłopaków płytę, bluzkę i parę bransoletek.- powiedziałam.
-To masz szczęście. Ciekawe co by powiedzieli na to Mary i tata. - powiedziała mama
-Też się zastanawiam. Pójdę już do pokoju. - powiedziałam


Poszłam do pokoju. Położyłam te prezenty na łóżku i poszłam do łazienki się odświeżyć. Po powrocie z łazienki do pokoju włączyłam tv i pooglądałam trochę seriali i poszłam spać.

~**~
Hej to ja Aneta uważam, że rozdział wyszedł mi fajnie. Mnie się podoba. I pomimo, że było w nim trochę błędów, które zostały w porę poprawione to i tak fajnie to wyszło. Kolejny rozdział powinien się na czas, więc komentujcie i z cierpliwością czekajcie na kolejny rozdział.

sobota, 10 października 2015

Rozdział 4: Plany wyjazdu.



Mam prawo być z daleka od Ciebie... Będę żyć tak jak chcę i wyjeżdżać z kim i kiedy chcę. Nawet jeżeli Ciebie nie będzie. Nawet jeżeli materialnie Cię opuszczę zawsze będę przy tobie duchem...
Together Forever! Remember!


1 lipca pierwszy pełnoprawny dzień wakacji
Nareszcie wakacje! Zaraz. Nie mnie to jednak nie dotyczy. Od dłuższego czasu mam wakacje. Dzisiaj jest ich taki pełnoprawny początek więc należy się uśmiechnąć, zdjąć czarne okulary i pożyć 24 godziny pełnią życia. Zwłaszcza, że dzisiaj idę na koncert z Anetą. Czy się cieszę? Em... Tak jakoś nie do końca, ale dla niej mogę udawać szczęśliwą, że zobaczę jej idoli. Tak jej. Ja ich tylko lubię. Nie mogę ich nazwać idolami, bo to jest zbyt poważne słowo.

Z Anetą już lepiej. Nawet dużo lepiej. Rękę ma w gipsie, ale siniaki dalej są widoczne tyle że mniej. Obecnie szykuję się. Tak... Pewnie jesteście ciekawi gdzie? Otóż... Na koncert Bars And Melody. Moja jakże kochana siostra powiedziała mi, że mam wyglądać jak normalny człowiek na tym koncercie albo mnie... Nie. Ja oduczam się przeklinać. Albo mnie zabije. A że mi jeszcze życie miłe to wolę się nie narażać. Najbardziej dobija mnie to, że nadaje się tylko najbardziej znienawidzona rzecz w mojej szafie. Tak! Jest to ten czarny potwór! Czytaj sukienka. Tylko teraz taki zong. Weź człowieku bądź mądry i wygrzeb ją z jakiegoś ciemnego kąta szafy. Po prostu pięknie.
- Dziewczynki pośpieszcie się! Chcę wam jeszcze coś powiedzieć! - Krzyknął Marcin. Ta. Temu to łatwo mówić! Nie musi szukać na dnie szafy czarnej, niezakrywającej nóg szmaty. 

Po jakiś 3 minutach udało mi się i wyciągnęłam to cholerstwo! Nie było łatwo, ale się udało. Wzięłam to coś i szybko pobiegłam do łazienki się w to ubrać. Wyszłam z niej po jakiś 7 minutach. Oczywiście uczesana i przebrana. Z biurka wzięłam moją bransoletkę i wisiorek. Do tego moją trzecią rzecz, z którą rzadko się rozstaję. A mianowicie szarą czapkę. Założyłam dodatki i teraz zostało mi ubrać buty. Nie zajęło mi to długo, bo mimo, że mam sukienkę ubrałam moje kochane styrane trampki. Zgarnęłam jeszcze telefon i zbiegłam do salonu. 

Oczywiście Anety jeszcze nie było. No tak ma spotkać swoich cudownych idoli, więc musi wyglądać jak chodzący ideał. W sumie to trochę śmieszne. Oni mówią, że kochają wszystkie Bambino, a o większości nawet nie mają pojęcia. Nawet jeżeli już jakąś spotkają to po godzinie o niej zapominają. A te dziewczyny robią sobie wielkie nadzieje, że zapamiętają je na wieki. Dlatego ja się nie angażuje. Raz to zrobiłam i długo przez to płakałam. Byłam wtedy wielką Directioner. Wiedziałam i w sumie dalej wiem o nich wszystko. Siedziałam wtedy w pokoju i sobie kolorowałam. Do tego oczywiście słuchałam chłopaków. Nagle wbiegła Aneta i zapytała się mnie czy widziałam. Ja takie co miałam znowu widzieć? Wtedy wzięłam mój komputer i weszła na jakąś stronkę związaną z nimi. Weszła w artykuł, który niestety był po angielsku, i kazała przeczytać. Na szczęście jestem i byłam dobra z angielskiego więc nie miałam żadnego problemu z odczytaniem. Gdy skończyłam po raz pierwszy od bardzo bardzo dawna rozpłakałam się. Dowiedziałam się, że Zayn odszedł. Właśnie wtedy inaczej podeszłam do tematu idoli. W końcu każdy prędzej czy później zakończy karierę, a wtedy całe grono fanów będzie płakać i pogrąży się w smutku i cierpieniu, a ja nie chcę cierpieć. Postanowiłam, że nie będę nikogo nazywać idolem, bo prędzej czy później będę cierpieć. Tak to wiadomo, że będzie mi smutno, ale nie aż tak.

-Halo!- Z rozmyśleń wyrwała mnie przyjaciółka. Wyglądała... WoW... Pierwszym dziwem było dla mnie, że rozpuściła włosy. Drugim, że aż tak się pomalowała. A trzecim buty na podwyższonym obcasie.
- Wyglądasz jak lalka. - Stwierdziłam bez żadnych uczuć.
- Czyli chłopakom się spodoba. - Powiedziała uradowana. Tak bo im na pewno podobają się laleczki. W sumie faceci.
- Yhy... - Burknęłam i wtedy do pokoju wszedł Marcin.
- Dziewczynki... Może to nie jest najłatwiejsza sprawa, ale nie ma co owijać w bawełnę... Jesteście już duże i na pewno zrozumiecie...
- O co chodzi tato? - Przerwała mu Aneta. No tak ona taka jest. Nie umie powstrzymać emocji.
- Na co najmniej całe wakacje muszę wyjechać do Norwegii. - Powiedziała. Ja tylko kiwnęłam głową. Po chwili doszło do mnie, że Eleven też obecnie jest w Norwegii u rodziców!
- Em... Marcin...
- O co chodzi Mary?
- A czy ja mogłabym... No wiesz... Jechać z Tobą?
- Co?! - Wykrzyczała Aneta. -  Chcesz mnie tak zostawić?!
- Po pierwsze nie zostawić, bo wrócę. Po drugie mam chyba prawo pojechać gdzieś gdzie ty nie jedziesz. - Ona tylko kiwnęła głową, a ja spojrzałam na Marcina. - To jak?
- Jeżeli tylko chcesz... Pewnie. - Uśmiechnął się. W głębi serca wiedziałam, że się bardzo ucieszył. Mam z nim bardzo dobry kontakt. - Jutro z rana wyjeżdżamy. Jak wrócicie to zacznij się pakować. A na razie chodźcie. Chyba nie chcecie się spóźnić. - Anecie tylko zaświeciły się oczy. Chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w stronę wyjścia.

20 minut później.
Jesteśmy już w hali. Jest całkiem spora co oznacza mega super wielki tłok. Po prostu cudownie. Nie mogę się doczekać żeby spędzić całe 2 godziny w tym tłoku po czym będę czekać z przyjaciółką aż będziemy mogły wejść do chłopaków wziąć autografy i zrobić z nimi zdjęcia.... Ta... Ja i zdjęcia... Nie ma mowy. Autografów też od nich nie chcę. Dla mnie liczą się wspomnienia, a nie jakieś napisy na kartce, które łatwo można podrobić.

Miałyśmy o tyle szczęścia, że udało nam się zająć miejsca na samym przodzie. Super... Chociaż trochę tlenu będzie. Mam nadzieję, że dziewczyny są ogarnięte i nie będą się przepychać, bo tego ja nie zniosę i wolę nie myśleć co będzie, a może być na prawdę źle... Spojrzałam na Anetę. Jej oczy śmiały się. Była szczęśliwa. Tłumu z każdą chwilą było więcej i więcej, i więcej... Mogę się założyć, że moje oczy poszarzały, albo z czerniały. Ta... Mam dziwne oczy. Bardzo. Gdy sala się zapełniła na scenę weszli chłopcy. Zaczęli od Hopeful. Ta... To przez tę piosenkę ich polubiłam. Zawsze daje mi kopa. Najśmieszniejsze jest to, że gdy tylko Leo rapował robiło się ciszej. Obstawiam, że większość dziewczyn nie umie rapować i dlatego robi się ciszej. Później przeszli do Keep Smiling, Stay Strong, Stay Young i reszty... W pewnym momencie zrobiło mi się słabo.
- Aneta ja idę się przewietrzyć, bo zaraz się uduszę i padnę! - Próbowałam przekrzyczeć hałas.
- Ok! - Od krzyczała, a ja zaczęłam kierować się do wyjścia. Gdy już byłam w połowie drogi jakaś dziewczyna mnie popchnęła, a ja upadłam. Kilka mnie zdeptało. Na ziemi było jeszcze duszniej. Przed oczami zaczęłam widzieć plamki. Po chwili film mi się urwał i nastała ciemność...

Gdy się obudziłam na szyję od razu rzuciła mi się siostra.
- Jak dobrze, że nic Ci nie jest. - Powiedziała nie puszczając mnie. Matko czy ona zapomniała, że nie przepadam za przytulaniem? Odepchnęłam ją delikatnie na co się zaśmiała.
- Co się w ogóle stało? - Zapytałam. Doszło do mnie, że nie słychać wrzeszczących na całą japę Bambino. W ręcz przeciwnie tu było bardzo cicho. Cicho i spokojnie. To gdzie ja u licha jestem?
- Obstawialiśmy, że straciłaś przytomność. Pewnie się przewróciłaś i ktoś Cię nadepnął. Nie Leo? - Że co? Czy ja o czymś nie wiem? Spojrzałam w stronę mówiącej do mnie osoby i zdębiałam. Ok... Wiem, że miałyśmy M&G, czy jak to tam się nazywa, ale żeby od razu takie coś? Tego jak czego, ale tego bym się nawet po śmierci nie spodziewała. Chłopak tylko kiwnął głową.
- Ok... Tyle to pamiętam. Ale może łaskawie ktoś z waszej trójki powie mi dlaczego tu jestem?
- A więc tak. -  Zaczęła młoda. - Powiedziałaś, że idziesz się przewietrzyć. Długo nie wracałaś, ale uznałam, że pewnie nie dałaś rady dopchać się na sam przód. Gdy reszta dziewczyn zaczęła wychodzić zaczęłam się rozglądać, bo w końcu miałyśmy być na Meet & Greed. Zobaczyłam Ciebie leżącą na ziemi, a w okół ręki miałaś krew. Na ręce ranę, bo ktoś widocznie Cię tak mocno nadepnął, że rękę Ci przebił. Starałam się coś zrobić, ale nie do końca mi wyszło. Pobiegłam na zaplecze, czyli tu, żeby znaleźć kogoś kto mi pomoże. Jedynymi osobami byli chłopcy. Charlie Cię tu przeniósł, a Leo opatrzył ranę i oto cała historia.
- Ok... Rozumiem... - Po raz pierwszy od dawna zaśmiałam się. - Tyle, że sorka ja muszę wracać. Miło było was chłopcy poznać.
- Nam również. - Odpowiedzieli chórem.
- No weź! Pogadajmy jeszcze z nimi trochę! - Powiedziała głośno. Na szczęście po polsku. - Wiesz dobrze, że już nigdy mogę nie mieć takiej okazji.
- Dobra! - Odpowiedziałam też po polsku. Tak oto zaczęła się długa rozmowa...

Później!
Właśnie jedziemy do domu. Okazało się, że chłopcy mieszkają kilka domów dalej od nas. Oni i Aneta bardzo się zaprzyjaźnili. To w sumie fajnie. Nie będzie jej aż tak przykro gdy wyjadę. Gdy podjechaliśmy pod dom szybko wysiadłam z samochodu. Poczekałam oczywiście na młodą. Za nią wysiedli chłopcy. Super czyli będzie tulaśne pożegnanie... Uhg...
- A ty dasz się przytulić? - Usłyszałam za sobą czyjś głos. Jego właścicielem okazał się uśmiechnięty od ucha do ucha Charlie.
- Nie ma mowy. - Odpowiedziałam bez wyrazu, a on trochę posmutniał.
- To co jutro się widzimy! - Uradował się Leo. Haha! Sorki chłopcy mnie jutro tu nie będzie.
- Nie ze mną. Mnie już jutro jak wstaniecie nie będzie. Z samego rana wyjeżdżam z Marcinem do Norwegii. - Powiedziałam z uśmiechem.
- Zaraz... Ty mówisz do swojego taty po imieniu? - Zdziwili się obaj. No nie...
- Nieważne. Aneta musimy już iść. - Powiedziałam i skierowałam się w stronę domu, a ta pobiegła za mną. Gdy weszłam do budynku poszłam do swojego pokoju się pakować.

~***~
Hej z tej strony Marzycielka. Tak wiem wiem. Zawaliłam. 2 tygodnie opóźnienia. Ale nie jestem pisarskim robotem i na blogu moje życie się nie kończy. Mam jeszcze na głowie szkołę. Dokładnie gimnazjum. Dokładnie 3 klasę gimnazjum w najlepszej szkole w moim mieście. Nauczyciele nas piłują, a przez to ja nie mam czasu pisać rozdziałów. Dlatego jak Aneta nie skończy w tygodniu rozdziału, szykujcie się na kolejne opóźnienie. Wene mam, ale no czasu brak. I też co innego pisanie samej bloga, a z kimś. Aneta się dopiero uczy pisać i ja poprawiam dużo błędów w jej rozdziałach. Interpunkcyjnych może nie bo ja sama tego nie umiem, ale językowe poprawiam i ortograficzne. Więc podsumowując moje rozdziały mogą się w czasie nie pojawiać, ale na pewno będą się pojawiać :D
A na razie... Komentujcie. Obserwujcie. Niebieski magiczny guziczek. Ja się z wami żegnam. Dzięki. Cześć i na razie!
Papa!
Zamyślona Marzycielka 

sobota, 19 września 2015

Rozdział 3 Nowe problemy..

Przez całą noc nie mogłam spać. Sumienie podpowiadało mi, że coś jest nie tak. Jednak odrzucałam tą myśl bo widziałam, że wszystko jest ok. Coś mnie tknęło, żeby pójść do pokoju Mary. Kiedy tam doszłam poczułam coś dziwnego. Coś czego... nigdy nie czułam. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że pokój jest pusty. Stałam jak słup w moich oczach po chwili pojawiły się łzy. W pewnym momencie podeszła do mnie mama, po czym zapytała:
-Co robisz w pokoju Mary?
-Coś mnie tknęło żeby zobaczyć czy wszystko jest ok, ale nie jest. Pokój jest pusty.- powiedziałam
-Może jest w łazience. - powiedziała mama
-O tej porze? - zapytałam mamę
-No wiesz może się załatwia. - odpowiedziała
-Bez zapalonego światła? Dla mnie to co najmniej dziwne.- powiedziałam.
Wtedy mama zajrzała do łazienki, ja natomiast zauważyłam otwarte okno balkonowe. Pomyślałam o najgorszej rzeczy jaka mogła się stać. Wyszłam na balkon lecz na dole nikogo i nic nie znalazłam.
-Okno balkonowe jest otwarte.- powiedziałam
-Masz racje. Chyba wyszła przez balkon i poszła gdzieś. - powiedziała mama
Po chwili przyszedł do nas tata.
-Co wy tu robicie? - zapytał tata
-Mary znikła - powiedziałam
-Ale jak?- zapytał tata
-Przez balkon. - odpowiedziała mama
-Ja idę spać. Nie wiem czy mi się uda zasnąć, ale postaram. - powiedziałam, po czym wróciłam do pokoju.
Położyłam się i zamknęłam oczy. Miałam złe przeczucia. Usłyszałam jak rodzice wychodzą z domu. Wtedy pomyślałam, że poszli jej szukać. Ja po jakimś czasie zasnęłam.

Rano
Obudziłam się. Kiedy spojrzałam na zegarek była 9:30. Pomyślałam wtedy, że jednak nie potrafię spać długo. Wstałam z łóżka. Jedyne co mnie zdziwiło to było to, że na dole było tak cicho. Po zrobieniu codziennych czynności przebrana zeszłam na dół. Byli tam rodzice i Mary siedzieli cicho jakby się coś stało... Ja jeszcze nie wiedziałam co się stało. Nawet nie chciałam wiedzieć. Miałam jednak nadzieje, że Mary pójdzie ze mną na koncert. Koncert ma się odbyć za parę dni, a dokładnie za 4 dni. Jestem strasznie szczęśliwa z tego powodu
Przez całe śniadanie była cisza. Po zjedzeniu poszłam do siebie. Usiadłam przy kompie i zaczęłam oglądać różne filmiki. Znalazłam filmiki od youtubera, o którym Mary mi opowiadałam trochę. Gdy tak oglądałam te filmiki zapomniałam o wszystkim.

Póżniej
Nadszedł czas na obiad. Przy obiedzie znów był cisza. Wreszcie odezwała się mama.
-Jak minęło Wam przedpołudnie? - zapytała mama
-Może być. - powiedziała Mary.
-Ok - powiedziałam.
Po obiedzie poszłam do pokoju tak jak Mary. Położyłam się tak na łóżku założyłam słuchawki i zaczęłam słuchać muzyki. Wpadłam w tarans. Nie wiedziałam co się wokół mnie dzieje i nawet nie chciałam wiedzieć. Myślałam nad tym co będę robić wieczorem. Po krótkim zastanowieniu się pomyślałam, że obejrzę jakiś film albo w tv albo na komputerze, Do wieczora leżałam na łóżku i słuchałam muzyki...

Wieczór.
Wreszcie wstałam z tego łóżka i poszłam do łazienki się odświeżyć. Po wyjściu z łazienki usiadłam przy biurku i zaczęłam przeglądać co jest w telewizji. Jak zwykle nie było niczego ciekawego więc zaczęłam szukać jakiegoś ciekawego filmu na kompie. Kiedy znalazłam ciekawy dla mnie film zaczęłam oglądać. Kiedy się skończył było strasznie późno więc poszłam spać.

Przez pół nocy nie mogłam zasnąć. Kiedy wreszcie zasnęłam na zegarku była 04:35. Nie było za dobrze bo wiedziałam, że i tak obudzę się gdzieś koło 9:30. Śniło mi się to, że trafiłam do szpitala i miałam poważną operację. We śnie się strasznie bałam, że się nie obudzę. Wszystko się jednak udało. Wyszłam w ten sam dzień kiedy miał być koncert BAM. Bałam się że nie dam rady na niego iść. Kiedy się obudziłam na policzkach miałam łzy sama nie wiem dlaczego i zaczęłam się zastanawiać co gdyby tak było na prawdę....


~**~

No hej to znowu ja, Aneta. Tym razem jest to mój własnoręcznie napisany rozdział. Myślę, że Wam się spodobał. I zachęcam do komentowania i udostępniania linku bloga dalej. Komentarze mnie i Zamyśloną Marzycielkę bardzo zmotywują i rozdziały będą lepsze.

sobota, 12 września 2015

Rozdział 2: Ja też mam swoje problemy!

Najlepiej myśli się z daleka od wszystkich.... Nie przejmując się innymi.... Nie przejmując się tym, że innym zadajesz ból...

 - Mamy jeszcze dla ciebie jedną niespodziankę, ale to już jutro przy śniadaniu. - Powiedziała Oliwia w stronę Anety. Ta się trochę zdziwiła. I się jej nie dziwię! Tym razem nawet ja nie wiem co oni knują. Po chwili para opuściła pokój, a ich córka skierowała na mnie podejrzliwy wzrok.
- Gadaj. - Powiedziała stanowczo.
- Nie mam co. Tym razem to nawet ja nie wiem o co chodzi. - Wzruszyłam ramionami i wstałam.
- Gdzie idziesz?
- Do siebie.
- Ale przecież nie chciałaś siedzieć sama.
- No. Ale teraz już chcę. - Odpowiedziałam i wyszłam z jej pokoju. Żeby nie natknąć się na opiekunów szybko pobiegłam do mojego.

Gdy do niego weszłam od razu podeszłam do biurka. Był już na nim cały mój bajzel. Książki, gazetka, duży zeszyt i pudełka od gier były ułożone w stosie, który stał na podstawce na monitor. Obok kupki były słuchawki do słuchania muzyki. Na lewo od podstawki był mój lapek. Obok niego tuż pod ścianą był czarny kubek z logiem rezistyle, w którym trzymam kredki, a przy nim figurki MineCraft'a. Przy lewym brzegu biurka były rozłożone moje kredki. Nie chce mi się ich chować. Jeszcze mam na biureczku jakieś gumki do mazania, temperówki i masę papierków. Ale chociaż wiem gdzie co jest. 

Usiadłam do kompa. Wzięłam moją kolorowankę i otworzyłam na niedawno zaczętym rysunku. Założyłam słuchawki na uszy i włączyłam muzykę. Tak oto zaczął się mój trans kolorowania. Kocham to robić. Wtedy uwalniam moją kreatywność. Nadaję wszystkiemu kolor, odcień i znaczenie. To co teraz kolorowałam było inne niż reszta. Nie chciałam żeby było całe kolorowe. Używałam do tego obrazka tylko kilku ołówków i jednej szarej kredki. Kolorowałam ołówkami i kredką kwiaty, liście, gałązki i mrówki. Jedynymi barwnymi punktami były biedronki. Sama nie wiem czemu. Po prostu tak mi bardziej pasowało... Nie wiem co było dalej. Wpadłam w trans. Wiem tylko tyle, że kolorowałam i do tego śpiewałam.

Noc
Nareszcie skończyłam! Zeszło mi na tym trochę, ale jest i to najważniejsze. Spojrzałam na zegarek w laptopie. Kurde... 01:36. Dość późno, a mi się ani trochę nie chce się spać. Poszłam do łazienki. Gdy już w niej byłam podeszłam do lustra. Z półeczki pod nim wzięłam pudełeczko. Wyjęłam soczewki i je do niego włożyłam. Tak tak! Mam wadę wzroku. Bodajże -2,5. Ostrożnie skierowałam się do pokoju i wzięłam z dna jednej szafki futerał z okularami, które pośpiesznie założyłam. Szczerze mówiąc to wolę chodzić w okularach. Czemu tego nie robię? Bo nie za bardzo chcę żeby ktoś wiedział, że mam jakąś wadę wzroku. Wiedzą tylko rodzice Anety. Ona nawet nie wie. 

Zaczęłam zastanawiać się jak mam wyjść niezauważona. Postanowiłam spróbować przez balkon. A nóż widelec może się uda. Tak jak myślałam, wyszłam na balkon i spojrzałam w dół. Dość wysoko... Ale na ścianie domu był akurat taki płotek po jakim nie raz łaziłam. Rozejrzałam się jeszcze czy nikt nie idzie i szybko, ale ostrożnie po nim zeszłam. Gdy już byłam na zewnątrz szybko pobiegłam do pobliskiego parku.

Jako mała dziewczynka rodzice mnie tu zabierali. To były piękne czasy. Wtedy jeszcze lubiłam ludzi. Nie to co teraz. Za bardzo mnie skrzywdzili i nie umiem im już zaufać. Są wśród nich wyjątki, którym dałabym radę zaufać. Ale ich to w życiu nawet nie spotkam więc nawet nie mam co marzyć. 

Gdy byłam w parku i przechodziłam koło placu zabaw wróciły wspomnienia. Byłam taka mała a tyle udało mi się zapamiętać...

"- Mary tylko uważaj jak będziesz chodziła po drabinkach! - Krzyknęła moja mamusia. Nie odpowiedziałam tylko pobiegłam do mojego kolegi.
- To co Mary? Ścigamy się tak jak zawsze.
- Tak. Ale dobrze wiemy, że znowu wygram. - Zaśmiałam się.
- Nie ma szans! Tym razem ja zwyciężę! - Powiedział dumnie po czym wypiął pierś, a ja znowu się zaśmiałam. - To wcale nie jest zabawne.
- Może i nie, ale ty bardzo.
- Chodź. - Powiedział i pociągnął mnie na linię startu. - Start! - Krzyknął i wystartowaliśmy. Biegłam bardzo szybko i byłam na prowadzeniu. Pokonałam 1 drabinkę, zjeżdżalnię, huśtawkę i resztę przeszkód, które znałam już na pamięć. - Dodajemy do toru jeszcze tą wysoką nową! - Dodał za mną, a ja skierowałam się w stronę nowej przeszkody. Gdy się przed nią zatrzymałam trochę się wystraszyłam. Była bardzo wysoka. Usłyszałam, że mój przyjaciel mnie dogania. Szybko zaczęłam się wdrapywać. Gdy byłam już przy końcu poślizgnęłam się i spadłam. Na szczęście nie upadłam. Złapał mnie..."

I tyle pamiętam. Nie pamiętam już imienia przyjaciela, który mnie wtedy uratował. Z tego co wiem skręciłam tylko kostkę. Wiem też, że był to mój ostatni pobyt w Anglii. 

Zamiast iść dalej ścieżką poszłam na ten plac zabaw. Odszukałam tą pamiętną drabinkę i wdrapałam się na jej szczyt i zaczęłam myśleć. Nad czym? Czy to wszystko ma sens. Czy moje życie ma sens. Bo w sumie... Umiem tylko ranić, jestem aspołecznym śmieciem i nic nie znaczącym wyrzutkiem społeczeństwa. Nie mam rodziców, rodzina mnie zostawiła... Mam tylko Anetę, ale nie umiem jej pomóc w nawet w najprostszej sprawie. Prawdę mówiąc jestem zbyteczna. Nikt mnie nie potrzebuje. Wszystkich w koło ranię i jestem straszna. Ale co poradzę!? Nie umiem się zmienić... A może nie chcę. Nie, nie umiem. Nie potrzebuję zmiany! Wiem, że nie jestem dobra, ale nikt nigdy nie jest idealny. To, że jestem taka nie jest moją winą. A poza tym... Dobrze się czuję będąc taka. I nie mam zamiaru się dla nikogo zmieniać. Jestem sobą i to najważniejsze.

Nawet nie zauważyłam kiedy z moich oczu zaczęły się sączyć łzy.
- Super. Po prostu pięknie. Może niech deszcze zacznie padać? Albo może stąd spadnę? - Powiedziałam kierując głowę ku niebu. Niby jestem ateistką... Nie. Ateista to nie to słowo. Ja jestem osobą, która dopuszcza myśl, że Bóg jest, a nawet wiem, że jest, ale nie jestem wierząca. Mimo to często się do Boga zwracam, ale żebym uwierzyła w niego musiałoby się wydarzyć coś... Niezwykłego.

Spojrzałam na zegarek. Już 3:30. Czas do domu...

Rano.
Obudziłam się dość późno, bo o 8:05. Tak to jak na mnie bardzo późno. Przez moje em... Problemy? Nie sypiam zbyt długo. Za bardzo się boję. Zwłaszcza teraz. Jestem na etapie ratowania jednej osoby. Z resztą nie ważne! Nie jestem wariatem! Mam tylko zaburzenia snu i nic więcej.

Zgramoliłam się z łóżka i zobaczyłam, że jak wróciłam to się nie przebrałam. Eh... Brawo ja! Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej jakieś dresowe spodnie i czarną bluzkę z ninją. Podeszłam do innej szafki, a właściwie szuflady i z niej wyjęłam kilka bransoletek. Były głównie czarne i brązowe z jakimiś kolorowymi elementami. Zrobione były z rzemyków. Z tym wszystkim poszłam do łazienki.

Jako że wczoraj się nie wykąpałam musiałam zrobić to teraz. Postanowiłam, że wezmę prysznic. Brałam go nie więcej niż 10 minut. Wytarłam się dokładnie i ubrałam. Włosy zostawiłam mokre. Z półki wzięłam pokrowiec na okulary i je do niego włożyłam, po czym go schowałam. Następnie wzięłam pudełeczko ze szkłami kontaktowymi. Powoli je założyłam. Czapkę i ubrania z wczoraj wzięłam i rzuciłam na łóżko. Teraz tylko pytanie. Co ja mam robić?

Zdecydowałam, że zejdę na dół. A nóż widelec ktoś wstał. Pod drodze do jadalni tak sobie przypomniałam o niespodziance rodziców dla Anety. Musiałam jej powiedzieć, że nie wiem o co chodzi, bo nie dałaby mi małpa spokoju. Przecież to oczywiste, że wiem o co chodzi. Rodzice mają dla niej 2 bilety M&G na koncert Bars And Melody. A czemu 2? Bo ja mam iść z nią. Szczerze mówiąc nie za bardzo mi się to uśmiecha. Owszem lubię ich, ale nie uśmiecha mi się stanie w tłumie. I tak nie zrobię nic więcej. Ewentualnie pod nosem sobie pośpiewam, bo na nic więcej nie pozwoli mi instynkt samozachowawczy. Poza tym nawet gdyby pozwalał to nie miałabym zamiaru zachowywać się jak wielka fanka. Lubię ich muzykę i tyle. Nawet nie zauważyłam, a już byłam na dole. W jadalni była już cała rodzina. Widać, że czekali na mnie. Jak zwykle usiadłam dalej od nich. Nie lubię siedzieć przy nich. Nawet nie wiem czemu. Po prostu nie lubię i już. Takie spaczenie.
- To powiecie mi w końcu co to za niespodzianka? - Zapytała entuzjastycznie moja przyjaciółka.
- Tak. Proszę. - Powiedziała Oliwia i położyła przed nią kopertę. Dziewczyna spojrzała na nich ze zdziwieniem i zaczęła otwierać prezent. Gdy zobaczyła co to zaniemówiła. Wolałam powiedzieć coś za nim zacznie się cieszyć.
- Tak wiedziałam. Uprzedzając Twoje następne pytanie. Pójdę z Tobą. W końcu po to są 2 bilety. - Uśmiechnęłam się trochę sztucznie. Nie umiem wiarygodnie udawać. Ona to zignorowała i zaczęła się cieszyć. Ja w tym czasie wzięłam się za jedzenie.

Później
Siedzę sobie w pokoju. Przy biurku. Słucham muzyki i piszę. Nie mam nic lepszego do roboty. Piszę opowieść o Aidzie. Dziewczynie, która mieszka w Polsce. W mieście stosunkowo sporym, ale ona ma je za zadupie. Jej marzeniem jest studiowanie w Poznaniu. Jej rodzice są w Anglii. Sama nie ma na nic pieniędzy. Pewnego dnia zdarza się coś co pomaga jej spełnić marzenia. Wydaje mi się,  że to ciekawa historia. Utknęłam na 2 rozdziale. Ogólnie historia fajnie się zapowiada, ale nie wiem jak wyjdzie. Nagle usłyszałam, że drzwi do mojego pokoju się otwierają. Szybko zapisałam dokument i zamknęłam go. Obróciłam się i zobaczyłam, że to Aneta.
- Co? - Zapytałam. Ona to zignorowała i usiadła na moim łóżku. - Halo??? Mogę wiedzieć o co chodzi?
- O nic.
- A tak na serio?
- Czemu się nie ucieszyłaś?
- Z czego?
- Nie udawaj! Widziałam przecież Twoją minę jak się dowiedziałaś, że idziesz ze mną.
- Wiesz przecież, że nie lubię takich zbiorowisk.
- Ale to nie powód żebyś się nie cieszyła.
- Właśnie powód. Dobrze wiesz, że czegoś takiego nie lubię. Wiesz też, że lubię tylko ich muzykę, a oni są mi obojętni.
- Wiem, ale fajnie by było gdybyś cieszyła się ze mną. Wiesz dobrze ile oni dla mnie znaczą i co dla mnie zrobili.
- Wiem. Nie da się nie wiedzieć. Przyjaźnimy się od praktycznie zawsze. Ale to ja zwykle słucham Ciebie. Kto co i ile dla Ciebie zrobić. A ty kiedyś słuchałaś kto coś dla mnie zrobił? Nie. A wiesz czemu? Bo nie chcę Cię tym martwić.
- Dobrze wiesz, że możesz mi powiedzieć.
- Wiem. Ale uwierz, że ja ledwo sobie z tym radzę. Ty byś się zaczęła zamartwiać. A teraz wyjdź. Chcę zostać sama. - Nic nie odpowiedziała. Wyszła trzaskając drzwiami. Poszłam szybko do łazienki, rozczesałam włosy i wzięłam pokrowiec z okularami. Pobiegłam do pokoju. Tam założyłam moją czapkę i wybiegłam najpierw z pokoju, a następnie z domu.

Czy ona nie może zrozumieć, że ja nie lubię ich tylko ich muzykę? Nie wie co przeszłam, a się wypowiada. Grr... Jak ja bym czasem chciała zniknąć. Wyjechać! Odciąć się od wszystkich i wszystkiego! Mam już tego coraz bardziej dosyć. Dość mam tego, że wszystkich obchodzą tylko jego przeżycia. Czemu ja mam zawsze wszystkich słuchać, a mnie nie chce słuchać nikt?! Nie ma. Dzisiaj na pewno nie wrócę do domu. Mam gdzieś, że będą się martwić. Nie jestem ich rodziną. Można powiedzieć, że jestem dla nich obcą. Wiem, że chcą dla mnie dobrze, ale tak na prawdę głównie mnie ranią. Mam nadzieję, że niedługo będę mogła stąd wyjechać...

~**~
Hejka to ja, Aneta. Wiem, że teraz rozdział miała dodać Zamyślona Marzycielka, ale niestety ma problem z internetem i nie może dodać rozdziału. Wam też się podoba rozdział? Jak dla mnie jest rewelacyjny. Jak tylko Zamyślonej Marzycielce zacznie działać internet to napisze, że jest. Zachęcam do komentowania. To nam bardzo pomoże i przy okazji zmotywuje. W przyszłym tygodniu pojawi się kolejny rozdział. Będzie to rozdział wymyślony przeze mnie. Więc do zobaczenia w przyszłym tygodniu.

sobota, 5 września 2015

Rozdział 1: Nowy Dom

Nowy dom i nowe przeżycia

Gdy mama otworzyła drzwi do mojego pokoju ja do niego weszłam i nie zauważyłam tego jak poszła z Mary do jej pokoju. Mój pokój był duży. Miałam balkon i ładny widok. Na podłodze był duży czerwony dywan. A ściany były pomarańczowe. Na przeciwko łóżka stała szafa obok której stała średniej wysokości komoda na której był telewizor. Gdy zauważyłam pewne drzwi powiedziałam sobie w myślach "Muszę tam zajrzeć". Więc jak pomyślałam tak zrobiłam. Kiedy zajrzałam do tego pomieszczenia, które znajdowało się za drzwiami. Była tam łazienka, która była w kolorze różowym. Oprócz toalety była wanna (dosyć spora) do tego umywalka parę szafek i było także duże lustro. Przeżyłam duże zaskoczenie, że aż nie mogłam wydusić z siebie słowa. Po ogarnięciu emocji pomyślałam, że zajrzę do Mary. Poszłam do niej. Najpierw zapukałam i uchyliłam drzwi
- Mogę wejść? - Zapytałam
- Jasne wejdź. - Odpowiedziała Mary
Kiedy weszłam do jej pokoju zaczęłam się rozglądać. I wtedy Mary zapytała:
- I jak Ci się podoba mój pokój?
- Ładny jest. Bardzo mnie się podoba. W sumie to tak jak dom. - Odpowiedziałam
- Zapewne zaraz będzie obiad. - Powiedziała z uśmiechem Mary
- Na pewno tak. To się spotkamy na obiedzie, a tymczasem pójdę się powoli rozpakować. - powiedziałam
Kiedy wyszłam z pokoju Mary poczułam, że jest coś nie tak. Po powrocie do  pokoju zaczęłam przeszukiwać pokój. Byłam już w połowie przeszukiwań mojego pokoju. Gdy rodzice z dołu zawołali mnie i Mary, żebyśmy zeszły na dół na obiad. Ja się zastanawiałam o co chodzi z tym wszystkim. Chciałam zapytać rodziców i Mary, ale wolałam się powstrzymać i tak zrobiłam. Przy obiedzie nie dałam po sobie poznać, że coś się stało. Gdy tylko zjadłam obiad poszłam do pokoju i zaczęłam dalej szukać. Byłam w połowie poszukiwań jakiego tropu. Wreszcie w szafie znalazłam kartkę z napisem "To dla Ciebie" i sobie pomyślałam o co tu chodzi. Zajrzałam bardziej na tą półkę gdzie znalazłam kartkę. Zobaczyłam pudełko. Wzięłam je do ręki. Po krótkiej chwili otworzyłam je i zobaczyłam ładnie zapakowane coś. Kiedy zaczęłam dotykać to ładnie zapakowane coś. I domyśliłam się, że to jakaś płyta. odłożyłam to coś na bok i wyciągnęłam pewien materiał, który też był w pudełku. Rozłożyłam to. Po krótkim myśleniu obróciłam bluzkę. To co zobaczyłam na niej zaskoczyło mnie. Ale odłożyłam na bok to i zabrałam się za dalsze przepakowywanie walizek. Po godzinie czasu znów usłyszałam stukanie do drzwi. Tym razem byli to rodzice. Przyszli do mnie żeby chwilę pogadać.
- Jak się czujesz w nowym miejscu? - Zapytała moja mama.
- Dobrze. Nie jestem jeszcze przyzwyczajona, ale dam radę. - Odpowiedziałam
- Widzę, że znalazłaś niespodziankę. - Powiedział Marcin.
- Tak. Coś mi mówiło, że jest nie tak. - Powiedziałam
- Masz jakieś plany na najbliższe godziny? - zapytali oboje.
- Na pewno chce skończyć przepakowywanie walizek. A potem nie wiem co będę robić. - Powiedziałam
- To jak skończysz to zejdź na dół. - powiedziała mama.
- A Mary zejdzie?
- Właśnie się zastanawiamy nad tym. - Odpowiedzieli i wyszli.
W myślach miałam strasznie dużo pomysłów. Gdy tylko skończyłam wyszłam z pokoju i usłyszałam, że rodzice z kimś rozmawiają po angielsku. Głosy, które odpowiadały wydały mi się znajome. Poszłam jeszcze na chwilę do pokoju, Przebrała bluzkę wzięłam kartkę, mazak i telefon. Po zrobieniu tych czynności wyszłam z pokoju po cichu i powoli zaczęłam schodzić. Zauważyłam moich idoli. Byłam w szoku. Moje marzenie się wreszcie spełniło. Nie tracąc ani chwili zeszłam na dół. Byłam bardzo zadowolona. Początkowo myślałam, że nie wyduszę z siebie słowa, ale jednak było inaczej. Po długiej rozmowie z chłopakami poprosiłam ich o autografy i zdjęcia. Gdy dali mi autografy zawołałam Mary, żeby nam pomogła. Kiedy zeszła na dół pomogła nam. Zapytała się chłopaków kiedy będą koncerty. Odpowiedzieli, że w ten weekend będzie jeden w Walii. Ja byłam ucieszona, że spotkałam chłopaków. Uśmiech do końca dnia nie schodził mi z twarzy. Gdy chłopacy wyszli ja zamknęłam drzwi. Poszłam do swojego pokoju i w komodzie znalazłam ramki więc oprawiłam ich autografy i powiesiłam na ścianie. 

Wieczorem
Po zjedzeniu kolacji wróciłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżko i rozmyślałam o tym wszystkim co się dzisiaj wydarzyło. Wzięłam laptopa i postanowiłam, że zgram te zdjęcia z chłopakami na niego.
Tak siedząc na łóżku i myśląc ktoś zapukał do drzwi. Była to Mary. 
- Co się stało? - Zapytałam
- Nie. Przyszłam do ciebie bo nie chciałam sama siedzieć w pokoju. - Odpowiedziała dziewczyna.
- W sumie to dobrze, że przyszłaś bo ja tak myślałam, żeby iść do ciebie. - Powiedziałam
- Jak ci się podobało to wszystko? - Zapytała.
- Wszystko wyszło cudownie. Na początku myślałam, że to sen, ale okazało się być prawdą. Jestem szczęśliwa. - Powiedziałam
- To wszystko był pomysł rodziców, a ja tylko trochę uczestniczyłam więc to głównie im powinnaś podziękować. - Powiedziała.
Wtedy przyszli rodzice.
- Jak tam dziewczyny? - Zapytali oboje
- Dobrze - Odpowiedziałam
- Ok - Odpowiedziała Mary
- Podobało ci się dzisiaj? - Zapytała moja rodzicielka,
- Bardzo mi się podobało. Nie wiem jak to opisać. To było cudowne uczucie zobaczyć swoich idoli. Zawsze marzyłam, o tym aby zobaczyć swoich idoli. Dziękuje Wam, że pomogliście mi to zrobić. - Powiedziałam to co czułam.
- Wiemy, że bardzo o tym marzyłaś. Pomyśleliśmy, że wreszcie pomożemy je Ci spełnić. - Powiedział Ojciec.
- Jeszcze raz wam dziękuje. - Podziękowałam im po raz kolejny.
- Mamy jeszcze dla ciebie jedną niespodziankę, ale to już jutro przy śniadaniu. - powiedziała Mama.


~**~
Ten rozdział wyszedł nieco inaczej niż myślałam. Wyjątkowo podoba mi się bardzo. Myślę, że Wam się spodoba i będziecie komentować co mnie i Zamyśloną Marzycielkę bardzo zmotywuje i kolejne rozdziały będą coraz lepsze... Rozdział zawiera aż 903 słów. To tak na początek. W następnych rozdziałach będzie tych słów więcej. Do zobaczenia w następną sobotę.