środa, 30 marca 2016

Rozdział 25: Zły sen

Po obejrzeniu paru serialu w telewizji. Poszliśmy do pokoju. Cała nasz trójka chciała się odświeżyć. Postanowiliśmy się jakoś podzielić.
-No to ja mogę iść do łazienki w pokoju Mary - powiedziałam
-Ja moge się tutaj. - powiedział Leo
-Natomiast ja poczekam aż któraś się zwolni. - powiedział Charlie
-No coś ty łazienki w sypialni rodziców jest jeszcze. - powiedziałam
-Ale ja serio moge poczekać - powiedział Charlie
-No jak tam chcesz. - powiedziałam
Po zabraniu piżamy i ręcznika poszłam do łazienki w pokoju Mary. Po 15 minutach już wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju. Charlie jeszcze siedział i czekał aż się łazienka zwolni.
-Idź do łazienki w Mary pokoju. - powiedziałam
-A nie będzie zła jak wróci? - zapytał Charlie
-Na razie się nie zapowiada, żeby wróciła. A poza tym nie wiadomo czy w ogóle wróci. - powiedziałam
-No dobrze to ja pójdę do tej łazienki już. - powiedział Charlie
-No ok. - powiedziałam
Usiadłam na łóżku i myślałam co jest z mamą. Nie dawało mi to spokoju co wczoraj od niej słyszałam i to w tle. Nie wiedziałam czy w ogóle wróci do domu. Nie zauważyłam tego jak Leo wyszedł z łazienki
-Gdzie Charlie? - zapytał Leo
Ja nadal nie zauważając go w pokoju myślę co będzie jak nie wróci. W pewnej chwili poczułam sturchnięcie i popatrzyłam co się dzieje.
-Co się dzieje? - zapytał Leo
-Myślę o tej wczorajszej rozmowie z mamą. - powiedziałam
-Boisz się, że nie wróci do domu? - zapytał znowu
-Boje się i to bardzo. Jestem z nią bardzo zżyta i nie przeżyłabym gdyby się jej coś stało. - powiedziałam
-Będzie dobrze. Musisz mieć dobre myśli. - powiedział Leo
-W takiej sytuacji nie da się mieć dobrych myśli. Gdybyście słyszeli co się dzieje w tle to też byście się bali. - powiedziałam
-Domyślam się, że może być Ci ciężko, ale zobaczysz, że będzie wszystko wporządku i twoja mama wróci cała i zdrowa. - powiedział Leo
-Miejmy nadzieje, że tak będzie. - powiedziałam
W chwili ciszy usłyszałam dzwonek do drzwi zastanawiałam się kto to może być. -Pójdziesz ze mną zobaczyć kto to bo sama się boje? - zapytałam
-Tak. Chodź pójdziemy sprawdzić. - powiedział Leo
Po zejściu na dół zauważyłam coś ciemnego, ale takie też niebieskawe. Pomyślałam, że może być to listonosz. Po otwarciu drzwi się nie pomyliłam.
-Dzień dobry. Czy ty jesteś Aneta? - zapytał listonosz
-Tak, a o co chodzi? - zapytałam
-Mam dla Ciebie dwa listy. - powiedział listonosz
-Do mnie? - zapytałam
-Tak. Proszę tu pokwitować. - powiedział listonosz
-A wiadomo od kogo one są? - zapytałam pokwitując
-Niestety nie wiem. - powiedział listonosz
-Dobrze dziękuje i do widzenia. - powiedziałam
-Do widzenia - powiedział listonosz
Po zamknięciu drzwi popatrzyłam na te dwie koperty. Ręce strasznie mi się trzęsły. Miałam najgorsze myśli.
-Boisz się je otworzyć? - zapytał Leo
-Zdecydowanie tak. Jakoś mam złe przeczucia, że w tych kopertach nie ma nic dobrego. - powiedziałam
-Założe się, że nic złego w tych kopertach nie ma. - powiedziała Leo
-No dobrze. Chodź do góry i je otworze. - powiedziałam
Po wejściu do góry i dotarciu do pokoju usiadłam na łóżko. Odłożyłam jedną koperte i zaczęłam macać tą co miałam w rękach. Była bardzo miękka. Kiedy otworzyłam i zobaczyłam zawartość poczułam ulgę. Były tak takie małe drobiazki i krótki liścik. Było to od Mary. Bardzo się uspokoiłam. Po sięgnięciu po drugą kopertę znów mi się ręce trzesły i bałam się otworzyć. Po otwarciu spełniły się moje najgorsze myśli. W kopercie były zdjęcia z tego zamachu, który był i nadal trwał w Norwegii. Na zdjęciach była mama. Zastanawiałam się skąd ten ktoś kto to wysłał miał nasz adres.
-Co to jest? - zapytał Leo
-To są zdjęcia z tego zamachu w Norwegii. - powiedziałam
-Okropne. - powiedział Leo
-No bardzo ja nie mogę na to patrzeć. - powiedziałam
-Daj te zdjęcia i nawet ich nie oglądaj już. - powiedział Leo
-Poczekaj to jeszcze nie wszystkie zdjęcia. - powiedziałam
Gdy tak oglądałam w pewnym momencie zauważyłam znajomą twarz, ale nie byłam pewna czy to co mam na myśli jest prawdą. Postanowiłam zadzwonić. Dzwoniłam do taty. Po paru sygnałach telefon został odebrany.
-Hej tato. Dostałam zdjęcia z tego zamachu. Czy ty też zostałeś wzięty jako zakładnik? - zapytałam
-Nie skarbie. Ja jestem w pracy. Jakie zdjęcia? - zapytał tata
-Niedawno przyszedł listonosz i dał mi listy. Jeden był od Mary, a drugi nie wiem nawet od kogo.
-A czemu tak nagle zadzwoniłaś i pytasz czy już jestem zakładnikiem? - zapytał tata
-No bo na jednym ze zdjęć jest taki podobny do ciebie mężczyzna. - powiedziałam
W tej chwili Leo dał mi do ręki list od tego kogoś. Ja tak zaczęłam czytać. po skończeniu czytania tata powiedział:
-Nie ja jestem w pracy nic mi nie jest. 
-Przeczytałam list, który został dołączony do tych zdjęć. W nim pisze, że mama już nigdy nie wróci do domu i zostanie tam na zawsze. - powiedziałam
-To niemożliwe. - powiedział tata
-Ale tu jest tak napisane. - powiedziałam
-Wyślij mi na email zdjęcie tego listu to go przeczytam. - powiedział tata
-Dobrze wyśle. A co z pieniędzmi? - zapytałam
-Już wysłałem. Bądź spokojna za parę dni przyjdą. - powiedział tata
-To dobrze. - powiedziałam
-Ja już muszę kończyć. W najbliższym czasie zadzwonię. Papa buziaki.
-No papa buziaki... - powiedziałam
Po rozmowie byłam spokojna bo w tle nic nie było słychać. Aż się ucieszyłam, że tacie nic nie jest.
-I co? - zapytał Leo
-Mojemu tacie nic nie jest. Ale się ucieszyłam. - powiedziałam
Charlie akurat wyszedł z łazienki. Z Leo spojrzałam tak na niego i zaczęliśmy się wszyscy śmiać.
-Co się działo jak byłem w łazience? - zapytał Charlie
-A no trochę się działo. - powiedziałam, podając zdjęcia Charliemu
-Co to jest? -zapytał Charlie
-To są zdjęcia z zamachu. Strasznie się bała, że jej tata też już jest zakładnikiem, ale całe szczęście z nim wszystko ok. - powiedział Leo
-Smutne to. - powiedział Charlie.
-Bardzo. Jedynym pocieszeniem jest to, że dostałam jeszcze list od Mary. I przy okazji fajnie śpiewasz pod prysznicem. - powiedziałam ze śmiechem
-Aż tak bardzo było mnie słychać? - zapytał zarumieniony Charlie
-No, ale naprawdę rewelacyjnie śpiewasz. - powiedziałam
-Chodźcie do kuchni zrobimy sobie coś do jedzenia. - powiedział Leo
-No to chodźmy. - powiedziałam
Kiedy zeszliśmy na dół do kuchni zajrzeliśmy do lodówki wyciągnęliśmy parę rzeczy, które mogliśmy przygotować do zjedzenia. Jak zwykle były to kanapki, ale oprócz kanapek zrobiliśmy sałatkę z warzyw w połączeniu z owocami. Wyszła rewelacyjnie. Po zjedzeniu tego wszystkiego Charlie poszedł na chwilę do góry, a ja z Leo posprzątaliśmy. 
-Mam tu parę filmów, więc możemy jakieś obejrzeć. - powiedział Charlie
-A to jakieś horrory czy co? Bo ja horrorów nie cierpię. Znaczy nie to, że ich nie lubię, ale niezbyt lubię je oglądać wieczorem. - zapytałam
-Nie to nie są żadne horrory. - powiedział Charlie
-To dobrze. To wybierzcie coś, a ja przygotuje małe przekąski. - powiedziałam
Po krótkiej chwili przyszłam z przekąskami. I zaczęliśmy oglądać film. Był bardzo ciekawy. Po prawie 2 godzinach siedzenia i oglądania wyłączyliśmy wszystko prócz światła w kuchni. A zostawiliśmy je na wypadek gdyby ktoś z nas obudził się i nie mógł spać. Po czym poszliśmy do pokoju. Szybko umyliśmy zęby i się położyliśmy spać. W środku nocy się obudziłam. Strasznie głęboko oddychałam, a to tylko na skutek tego, że śnił mi się koszmar. Zeszłam na dół i zastanawiałam się dlaczego akurat mnie to musiało spotkać. Z lodówki wyciągnęłam mleko i lekko je podgrzałam, żeby nie było takie zimne. Po podgrzaniu nalałam sobie trochę do szklanki i usiadłam przy stole w kuchni. Gdy tak siedziałam słyszałam jak ktoś schodzi na dół. Kiedy popatrzyłam okazało się, że był to Charlie.
-Jakiś koszmar się śnił, co? - zapytał Charlie
-No. Teraz to już na pewno nie zasnę. - powiedziałam
-Aż tak źle? - zapytał Charlie
-Śniło mi się to co się dzieje w Norwegii. Chodzi mi oczywiście o te zamachy. - powiedziałam
-Spokojnie będzie dobrze. Zaśniesz jeszcze. - powiedział Charlie
-Sama nie wiem. A ty czemu nie śpisz? - zapytałam
-Obudziłem się i zobaczyłem, że cie nie ma to pomyślałem, że będziesz tutaj. - powiedział Charlie
-No i się nie pomyliłeś. Może chcesz mleka? Podobno dobrze robi na sen. - zapytałam
-Jak jest coś jeszcze to poproszę. - powiedział Charlie
Do czystej szklanki nalewam mleko po czym mówię:
-Jeszcze będziemy mieli po trochu. 
-Na pewno to pomoże. - powiedział Charlie
Oboje wypiliśmy w tym samym czasie. Podzieliliśmy resztę mleka z garnuszka na nas dwoje i wypiliśmy. Odstawiliśmy szklanki do zlewu i poszliśmy do pokoju, załatwiliśmy się i położyliśmy się. Szybko zasnęłam i nawet nie wiedziałam, która godzina była....

~**~
Hejka wszystkim. Znów ja, Aneta. No i dzisiaj mój rozdział. Zamyślonej Marzycielki trochę nie będzie, ale ja tu ogarnę wszystko. Już prawie mam skończony następny rozdział i jeszcze dziś zabiorę się za ten kolejny. Rozdział mi się podoba. Zapraszam do kometowania i do zobaczenia za tydzień. Papa ;))

sobota, 26 marca 2016

Rozdział 24: Dobre nastawienie

Następnego dnia rano
Kiedy się obudziłam chłopaków nie było w pokoju, ale usłyszałam odgłosy z dołu. Zeszłam więc na dół i zobaczyłam, że chłopacy zrobili śniadanie. Moje zaskoczenie było aż dziwne, bo nie wiedziałam skąd wiedzieli gdzie co jest, ale uznałam, że jakimś cudem wiedzieli.
-Hej jak się spało? - zapytał Leo
-Hej a dobrze, a Wam jak się spało? - zapytałam
-Dobrze, ale nigdy nie zapomnę tego jak Leo mówił przez sen i lunatykował - powiedział ze śmiechem Charlie
-No ja tak samo - powiedziałam śmiejąc się
-To nie jest śmieszne. - powiedział Leo
-To tak słodko wyglądało - powiedziałam
-No ale przyznaj, że gdyby to był ktoś inny np. Aneta albo ja to byśmy się też śmiali. - powiedział Charlie
-No tak by było. - powiedział Leo
-A tak właściwie to co Was skusiło na zrobienie śniadania? - zapytałam
-No wstaliśmy wcześniej to pomyśleliśmy, że zrobimy bo nic innego nie mieliśmy do roboty.
-To nawet dobrze. No to smacznego. - powiedziałam
Po zjedzeniu śniadania posprzątaliśmy i poszliśmy na góre się ogarniać. Ja się przebrałam i inne te rzeczy zrobiłam. Czekaliśmy aż nadejdzie ten czas pójścia na lotnisko i oczekiwania przylotu samolotu, którym miała mama wrócić. Po paru godzinach poszliśmy na lotnisko i czekaliśmy aż się pojawi informacja o wylądowaniu samolotu. Kiedy samolot wylądował czekaliśmy spory czas aż wszyscy pasażerowie pojawią przy bramkach. Wśród nich nie było mamy. Zaczęłam się strasznie niepokoić co z resztą było po mnie widać. I strasznie się bałam, że mama została tam jeszcze i nawet mnie nie powiadomiła.
-Będzie dobrze. Twoja mama na pewno jest tam gdzieś tylko jej nie widać. - powiedział Charlie
-Przecież byłoby ją widać, a ja jej nie widziałam. Strasznie się o nią martwię. Nawet do mnie nie zadzwoniła czy już wraca czy jeszcze zostaje na dzień lub dwa. - powiedziałam
-Może jeszcze zadzwoni. Nie martw się będzie dobrze. - powiedział Leo
-Mam taką nadzieje. - powiedziałam
W pewnej chwili zaczął dzwonić mój telefon. Zobaczyłam, że dzwoni moja mama. Po odebraniu telefonu usłyszałam dziwny głos.
-Przylecę parę dni później, jeśli możesz zapłacić rachunki to zapłać i jakbyś mogła to zadzwoń do taty, żeby wysłał ci jeszcze pieniądze bo na pewno ci nie starczy. - powiedziała mama
-Mamo, co się z Tobą dzieje? - zapytałam
-Nie mogę teraz rozmawiać. Zadzwonię jak będę miała czas.... - powiedziała mama i się rozłączyła
Po tej rozmowie była strasznie rozbita. Bardziej mnie zastanawiało to co było słychać w tle. To było straszne. Nie miałam na nic siły, bałam się o mamę.
-Co jest? - zapytał Charlie
-To trudne. Po tej rozmowie jeszcze bardziej się boje o nią. - powiedziałam
-Powiedz co się stało. - powiedział Charlie
-Głos mamy się wydał taki dziwny. Na pewno nie była w tym momencie w domu. Podejrzewam, że tata nic nie wie co się z nią dzieje, a sama nie chce mi powiedzieć co się dzieje. - powiedziałam
-Mówiła coś? - zapytał Leo
-Mówiła, że przyleci parę dni później i żebym z tych pieniędzy co przyszły zapłaciła rachunki no i żebym zadzwoniła do taty tylko po to, żeby wysłał mi pieniądze. - powiedziałam
-Czyli jeszcze parę dni sama w domu? - zapytał Leo
-Tak. Zostalibyście ze mną jeszcze te parę dni, a potem się zobaczy co dalej. - powiedziałam
-Oczywiście, że zostaniemy. Nie chcemy, żeby Ci się coś stało. - powiedział Charlie
-Nie wiem co o tym myśleć. - powiedziałam
Mój telefon znowu zaczął dzwonić. Tym razem to był tata. Trochę się zdziwiłam, ale odebrałam telefon.
-Hej. Co u Ciebie? - zapytał tata
-Hej. Nie jest za dobrze. - powiedziałam
-Co się dzieje? - zapytał tata
-Dzwoniłam do mamy bo miała już dawno wylądować, ale okazało się, że coś się z nią dzieje, a jak ją zapytałam o to powiedziała, że nie może rozmawiać. - powiedziałam
-No bo mama normalnie wyszła z domu. Ale okazało się, że tutaj w Norwegii jest jakiś zamach i są wybierani ludzie jako zakładnicy i prawdopodobnie mama została właśnie złapana. - powiedział tata
-Powiedz, że jej się nic nie stanie i że ją za parę dni wypuszczą. - powiedziałam z płaczem
-Tego Ci nie mogę obiecać. Pamiętaj, że masz mnie i Mary. - powiedział tata
-A wiesz kiedy wrócicie do nas, a raczej do mnie? - zapytałam
-Za co najmniej miesiąc, ale to nie jest pewne. - powiedział tata
-To dobrze. Mam jeszcze jedną prośbę. - powiedziałam
-Jaką? - zapytał tata
-Mógłbyś mi wysłać trochę pieniędzy bo obawiam się, że to co zostało akurat pójdzie na rachunki. - powiedziałam
-No dobrze wyślę trochę. Dla Ciebie wyślę jej więcej żeby starczyło jej nawet na przyszły miesiąc. - powiedział tata
-Dziękuje. A co tam u Mary? - zapytałam
-Dobrze. Cały czas siedzi w swoim pokoju, że tak powiem w swoim świecie. - powiedział tata
-To akurat u niej normalne. - powiedziałam
-Będę już kończył, bo pracę mam, a przerwa mi się kończy. To pa. Postaram się zadzwonić jutro. - powiedział tata
-Dobra. Będę czekać. To pa.... - powiedziałam i się rozłączyłam.
Tym razem się uspokoiłam. Wiedziałam, że będzie dobrze.
-I co? - zapytał Leo
-Są tam jakieś zamachy i zbierali zakładników i akurat mamę zabrali. Obiecał mi, że wyśle mi pieniądze. O tatę i Mary też się boje bo nigdy nie wiadomo co takim strzeli do głowy. - powiedziałam
-No nie wiadomo. Ale trzeba uwierzyć, że będzie dobrze. - powiedział Charlie
-Powiedział, że za co najmniej miesiąc wróci z Mary, ale to jeszcze jest nie pewne. - powiedziałam
-Chodźmy do domu. Może weźmiemy te rachunki i pójdziemy to od razu zapłacić i zobaczymy czy nam coś z tego zostanie. - powiedział Leo
-Masz racje. Będzie lepiej jak szybciej rachunki będą zapłacone. - powiedziałam
Po powrocie do domu wzięliśmy rachunki i pieniądze, które przeznaczone są na rachunki. Po zapłaceniu rachunków zostało jeszcze trochę pieniędzy więc poszliśmy do sklepu i za to kupiliśmy artykuły spożywcze i picie. Po powrocie do domu usiedliśmy na kanapie i siedzieliśmy...

~**~
Hej. Z tej strony znowu ja - Aneta. Niestety Zamyślona Marzycielka ostatnio nie zbyt miała się dobrze jeśli mogę to tak określić. Już w przyszłym tygodniu normalnie się pojawi jej rozdział. Choć powinien wyjść tak jakby mój bo wreszcie mam te nieparzyste rozdziały. Muszę się dowiedzieć jak to będzie, a wy zobaczycie kto doda 25 rozdział. A tymczasem rozdział napisany przeze mnie. Trochę włożyłam w to pracy i nawet mi się ten rozdział podoba. Tak więc oczekujcie kolejnego rozdziału.

sobota, 5 marca 2016

Rozdział 23: Początkowy brak poczucia bezpieczeństwa...

Po wyjściu z łazienki popatrzyłam na Charliego, po którym było coś widać. Trochę się zmartwiłam bo nie miałam nadal wiadomości od Mary.
-Mary dzwoniła. - powiedział Charlie
-Dlaczego mnie nie zawołałeś? - zapytałam
-Od razu byś się rzuciła na ten telefon. - powiedział Charlie
-Może i tak, ale bynajmniej byłabym spokojniejsza niż byłam. Ale całe szczęście, że żyje. - powiedziałam z ulgą
-Mówiła coś o tym, że odcięła od wszystkiego bo przez to co się ostatnio stało potrzebowała zmiany. - powiedział Charlie
-Jakiej znowu zmiany? Nie rozumiem jej kompletnie. - zapytałam
-Jeszcze mówiła, że denerwuje się szkoła i chyba się boi, że będzie znowu tak jak było w Polsce. Jeśli mogę wiedzieć to o co chodzi? - zapytał Charlie
-To dla niej był bardzo trudny okres. W szkole była dręczona i się nad nią znęcano czyli tak jak miał Leo. Gdy się poznałyśmy starałam się jej jakoś pomóc... - powiedziałam
-To dużo przeszła. - powiedział Charlie
-No tak, proszę Cię obiecaj, że nie powiesz jej, że Ci o tym mówiłam, bo by mnie zabiła. Ja w sumie też się trochę boje szkoły. Ale będę chodzić do tej samej co Leo to może się tam zaklimatyzuje jakoś. - powiedziałam
-Nie bój będzie dobrze. Zadzwoń do niej bo na pewno się martwi czy coś. - powiedział Charlie
Postanowiłam, że spróbuje zadzwonić do Mary. Jedno pip... Drugie pip... Trzecie pip... Czwarte pip... Kiedy już tak czekałam aż odbierze myślałam co jej powiem. Odebrała i się odezwała
-Halo?
-Cześć Mary nawet nie wiesz jak się martwiłam. Charlie mi powiedział, że dzwoniłaś. Co u Ciebie? - zapytałam
-Hej. Wszystko ok. Myślę, że nie jesteś zła, że miałam wyłączony telefon. - powiedziała Mary
-Nie jestem, ale potwornie się martwiłam. Powiedział mi, że się denerwujesz szkołą. Powiedz co jest. - powiedziałam
-No trochę się boje tego jak sobie poradzę. Sama wiesz co przeżyłam. - powiedziała Mary
-No wiem. Mówiłaś o tym chociaż tacie? - zapytałam
-Mówiłam, powiedział, że w Walii młodzież jest bardzo wyrozumiała i że nie ma gorszych ani lepszych, ale ja powiedziałam, że się nad Leo znęcali. A on powiedział, że nie wiedział. - powiedziała Mary
-No bo nie wiedział - powiedziałam
-Czyli się nie gniewasz na mnie? - zapytała Mary
-Ja się nie umiem na Ciebie gniewać, ale ostatnio jednak trochę kłótni między nami było. - powiedziałam
-No trochę tego było. Może przed rozpoczęciem szkoły się jeszcze spotkamy i spędzimy cały dzień jak kiedyś. - powiedziała Mary
-A gdzie i dokładniej kiedy? - zapytałam
-Może przyjadę do Ciebie na jeden dzień i noc i zrobimy sobie taki babski dzień bez ani jednego chłopaka.- powiedziała Mary
-No oczywiście, że tak. To dobranoc i jutro znowu zadzwonię. - powiedziałam
-Dobranoc ... - powiedziała Mary
Po rozmowie z Mary była spokojniejsza i byłam w stanie normalnie zasnąć. Całą noc przespałam, a na następny dzień wstałam o dziwo wyspana co było dla mnie szokiem w ciągu paru ostatnich dni. Cieszyłam się z tego bo nie miałam za wiele takich dni kiedy się pożądnie wyspałam. Poleżałam jeszcze trochę w łóżku po czym wstałam i poszłam się ogarnąć w łazience. Schodząc do kuchni moja mina trochę była smutna, ale jednak nie dałam tego po sobie poznać. Zrobiłam sobie śniadanie i usiadłam przy stole i zaczęłam jeść. Potem po sprzątałam po sobie i poszłam do siebie. Po godzinie siedzenia samej w pokoju przyszli do mnie chłopacy co mnie bardzo zaskoczyło.
-Hej i jak tam? - powiedział z wielkim uśmiechem Leo
-A dobrze - powiedziałam
-Co jest? Widać, że coś się dzieje. - zapytał Charlie
-Zastanawiam się jak to dalej będzie. Dzisiaj nawet z mamą nie rozmawiałam, a zawsze przy śniadaniu potrafimy ze sobą porozmawiać. Może wy coś wiecie. - powiedziałam
-No wiesz nie zawsze jest dobrze w życiu. Nic nie wiemy. - powiedział Leo
-Wiem, że nie zawsze, ale naprawdę dla mnie to trochę dziwne. Sama nie wiem czy coś się z nią dzieje czy się czymś martwi. - powiedziałam
-Rozumiemy Cię, ale nie martw się będzie dobrze. - powiedział Leo
-I tak się martwię, bo nie wiem co się dzieje. - powiedziałam
-Może pójdziesz do mamy i się zapytasz czy wszystko w porządku? - zapytał Charlie
-Myślisz, że mi powie? - zapytałam
-Możesz spróbować. - powiedział Charlie
-To poczekajcie tu pójdę do kuchni po coś do picia to się zapytam jak tam będzie. - powiedziałam
-Ok - powiedzieli oboje równocześnie
Schodząc na dół słyszałam jak mama z kimś rozmawia od razu się zorientowałam, że rozmawia z tatą. Chodziło coś o pieniądze. Kiedy już zeszłam na dół byłam bardziej smutna bo czułam, że chyba nie mamy pieniędzy. Wzięłam szklanki i butelkę soku po czym poszłam do góry. Kiedy weszłam do pokoju zachciało mi się ryczeć.
-I co? - zapytał Charlie
-Nie wiem czy to jest prawda, ale chyba mama już nie ma pieniędzy bo słyszałam jak rozmawia z tatą. Dlatego jest taka smutna. - powiedziałam
-Na pewno dacie radę. - powiedział Leo
-Sama nie wiem. Tata o tej porze już wysyłał pieniądze i to jest najgorsze, że ich nie ma jeszcze. Boje się, że mama będzie chciała jechać do Norwegii i będzie chciała, żebym została w domu albo pojechała z nią. - powiedziałam
-Zobaczymy jak to będzie wyglądać. - powiedział Leo
W pewnym momencie do pokoju przyszła mama. Popatrzyliśmy się tak wszyscy na siebie i nasza trójka obawiała się co nastąpi.
-Słuchaj nastąpiła taka sytuacja, że musiałabym jechać do Norwegii bo pieniądze, które wysłał tata jeszcze nie dotarły, a trzeba zapłacić za rachunki i chcesz jechać ze mną czy wolisz zostać w domu? - zapytała mama
-A na ile byś tam pojechała? - zapytałam
-Pojechałabym dzisiaj i jutro raczej bym przyjechała z powrotem. - powiedziała mama
-W sumie to bym została, ale boje się trochę być sama w domu. - powiedziałam
-Może my byśmy mogli tą jedną noc u Ciebie przenocować? - zapytał Leo
-A moglibyście zostać? - zapytałam
-No. Ustalilibyśmy to z naszymi rodzicami i byśmy zostali. - powiedział Charlie
-Ja pozwalam Wam tu zostać - powiedziała mama
-A jakby przyszedł na przykład listonosz to mam otwierać? - zapytałam
-Lepiej otwórz bo może się okazać, że to mogą być pieniądze. A w razie czego są przy Tobie chłopacy to Ci pomogą. - powiedziała mama
-No dobrze to od razu do Ciebie zadzwonię jakby się pojawił listonosz - powiedziałam
-Będzie dobrze. - powiedział Charlie
-Mam taką nadzieje. To już zaraz pójdziesz na lotnisko? - zapytałam
-Raczej tak, a coś się stało? - zapytała mama
-Nic się nie stało. Tak tylko zapytałam. - powiedziałam
-A to ok. Odprowadzicie mnie na lotnisko? - zapytała mama
-Oczywiście, że tak. - powiedziałam
-To idę zabrać parę rzeczy i możemy się zbierać. - powiedziała mama
Przez ten czas kiedy mama pakowała parę potrzebnych rzeczy my siedzieliśmy i graliśmy. Po mnie jednak było widać, że jestem trochę smutna i zdenerwowana tym co się dzieje. Byłam jednak dobrej myśli. Po odprowadzeniu mamy na lotnisko i po pożegnaniu się z nią wróciliśmy do domu. Przed domem spotkaliśmy listonosza.
-Dzień dobry. - powiedział listonosz
-Dzień dobry. Jest coś dla nas? - zapytałam
-Jest jedna koperta. Jest ktoś jeszcze w domu? - zapytał listonosz
-Nie ma. Jestem tylko ja i moi przyjaciele. A nie mogę ja pokwitować odebrania? - zapytałam
-Możesz. Tu proszę pokwitować. - powiedział listonosz
Po pokwitowaniu otrzymałam kopertę.
-Miłego dnia. Do widzenia. - powiedział listonosz
-Wzajemnie. Do widzenia. - powiedziałam
Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do mamy z nadzieją, że nie wsiadła jeszcze do samolotu. Jednak okazało się, że już wsiadła, bo nie było zasięgu. Wiedziałam, że tata nie odbierze więc zadzwoniłam do Mary. Kiedy odebrała zaczęła się nasza rozmowa
-Hej Mary i jak tam? - zapytałam
-Hej. Dobrze, a u Ciebie jak? - zapytała Mary
-Dobrze, Mogłabyś przekazać tacie jak wróci do domu, że pieniądze dotarły do nas? - zapytałam
-A czemu nie zadzwonisz do niego? - zapytała Mary
-Bo wiem, że nie odbierze. Przecież w pracy jest. - powiedziałam
-A mama nie może zadzwonić później? - zapytała Mary
-Problem w tym, że mama rozmawiała dzisiaj z tatą i umówili się, że przyjedzie do Was po pieniądze. - powiedziałam
-No dobrze przekaże. A to już leci tym samolotem? - zapytała Mary
-Prawdopodobnie tak, bo próbowałam do niej zadzwonić, ale zgłasza się jakaś kobitka i mówi abonament czasowo niedostępny lub poza zasięgiem sieci czy jakoś tak. - powiedziałam.
-To ty sama jesteś w domu? - zapytała Mary
-Nie. Jestem z chłopakami, bo sama to ja bym się bała zostać w domu i wolałabym lecieć z mamą, ale wtedy by nikt nie odebrał koperty. - powiedziałam
-Aha, chyba się już nie boisz nie? - zapytała Mary
-No coś ty. Jest lepiej niż myślałam. I wierzę, że tak będzie do jutra póki mama nie przyleci z powrotem. - powiedziałam
-A jak Ci mijały dni jak wróciłaś do domu? - zapytała Mary
-Dobrze, tylko brakuje mi Ciebie i strasznie za Tobą tęsknie. - powiedziałam
-Domyślam się. U mnie też dobrze mijają dni, ale gdy tak siedzę z Elkiem to myślę też o Tobie. Elek czasem się domyśla, że o kimś myślę i się pyta o kim. No, a ja mu mówię, że o Tobie. - powiedziałam
-To ja też się zamyślam jak siedzę z chłopakami. Oni to od razu się domyślają, że o Ciebie chodzi. - powiedziałam
-Muszę już kończyć. To jutro się zdzwonimy. I się nie bój będzie dobrze. Dobranoc. - powiedziała Mary
-Nie boje się. No ok. Dobranoc... - powiedziałam
Po tej długiej rozmowie z Mary zrobiło mi się lepiej. Postanowiliśmy, że wyjdziemy do sklepu na małe zakupy więc wzięliśmy trochę kasy i poszliśmy. W sklepie wybieraliśmy tańsze produkty, z których moglibyśmy zrobić i obiad i kolacje. Za całe zakupy zapłaciliśmy nie dużo. Po powrocie do domu zaczęliśmy robić mini obiad dla nas. Po przygotowaniu obiadu usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść.
-Nieźle nam poszło - powiedział Leo
-No, a obiad wyszedł rewelacyjnie. - powiedziałam
-Ciekawe czy nadarzy się jeszcze okazja taka jak ta. - powiedział Charlie
-Może jeszcze jakaś będzie. - powiedziałam
Po zjedzeniu obiadu posprzątaliśmy i usiedliśmy na kanapie włączając tv. Obejrzeliśmy parę seriali i poszliśmy do mnie. Każdy po kolei poszedł się umyć i przez resztę wieczora siedzieliśmy oglądając u mnie tv. Ja zadzwoniłam jeszcze do mamy z nadzieja, że wreszcie doleciała. Na całe szczęście był już normalny sygnał. Po paru sekundach mama odebrała.
-Hej. Co się stało, że wcześniej dzwoniłaś? - zapytała mama
-Hej. No właśnie jak wróciliśmy do domu to listonosz był i pieniądze przyszły. - powiedziałam
-To fajnie, Na obiad z lodówki chyba nic nie wykorzystaliście bo za dużo to tam nie było. - powiedziała mama
-No nie wykorzystaliśmy i wzięliśmy trochę kasy i poszliśmy na małe zakupy. Braliśmy te tańsze produkty, żeby za dużo nie wydać. - powiedziałam
-To dobrze. Ja jeszcze poproszę tatę, żeby dał trochę pieniędzy to nam starczy na dłużej. - powiedziała mama
-No ok. Dzwoniłam do Mary i mówiłam, żeby przekazała tacie, że już pieniądze przyszły, ale to już raczej nie potrzebne, - powiedziałam
-No nie. Ale to już tylko jakaś godzina i tata wróci do domu to porozmawiam z nim. U Was już jest późny wieczór nie? - zapytała mama
-No i tak już myślimy, żeby się położyć. - powiedziałam.
-Dobrze to dobranoc i śpijcie spokojnie. - powiedziała mama
-Dziękujemy Tobie i tacie też życzymy spokojnych snów. - powiedziałam
-No pa. - powiedziała mama
-Pa... - powiedziałam
Po całym dniu miałam uśmiech na twarzy. Byłam szczęśliwa, że już wszystko jest w porządku. Obejrzeliśmy jeszcze jeden film i poszliśmy spać. Przez całą noc było dosyć spokojnie. W środku nocy się obudziłam i usłyszałam jak Leo mówi przez sen. Zauważyłam, że Charliego nie ma obok Leosia. Zeszłam na dół do kuchni się napić czegoś i spotkałam Charliego.
-Obudziłaś się? - zapytał Charlie
-No. Słyszałeś jak Leo mówi przez sen? - zapytałam
-Słyszałem. Zasnąć nie umiem. - powiedział Charlie
-Ja chyba też teraz nie zasnę. - powiedziałam
-To co robimy? - zapytał Charlie
-No, a masz jakieś pomysły? - zapytałam
-Może pójdziemy do pokoju i posłuchamy jak Leo mówi przez sen, a potem się coś wymyśli. - powiedział Charlie.
-No ok tylko wezmę trochę przekąsek i picia. - powiedziałam
Po zabraniu tego co chciałam wziąć poszliśmy do pokoju i usiedliśmy na moim łóżku. O dziwo Leo nadal mówił przez sen. My zaczęliśmy jeść przekąski, które zabrałam i dalej słuchaliśmy. W pewnej chwili zobaczyliśmy jak Leo zaczął lunatykować.
-On tak zawsze lunatykuje? - zapytałam
-Zdarzają się takie momenty, że tak. - powiedział Charlie
-To co robimy? Jak wyjdzie z pokoju i pójdzie w stronę schodów to prędzej z nich spadnie niż przejdzie przez nie spokojnie. - zapytałam
-Wiemy, że lunatyków nie można budzić. Trzeba zobaczyć co zrobi i spróbować uchronić go od wszelkich upadków. - powiedział Charlie
Po tym wstaliśmy z łóżka i poszliśmy za Leo. Wyszedł z pokoju. Udaliśmy się za nim i dotarliśmy do pokoju Mary. Wydało się na to podejrzane, ale poszliśmy dalej. W pokoju po zapaleniu światła okazało się, że na biurku Mary była jakaś paczka. Na paczce była kartka, na której pisało "Dla Anety". Leo się obudził i z zaskoczeniem popatrzył na nas.
-Co ja tu robię? - zapytał Leo
-Lunatykowałeś -  powiedziałam razem z Charliem
-Patrzcie na to - powiedziałam
-Ciekawe co tam jest. - powiedział Leo
-Może to otworzymy? - zapytał Charlie
-Otworzyć nie zaszkodzi. - powiedziałam
Po otwarciu było pudełko, które wydało się jeszcze bardziej podejrzane niż sama kartka. Zajrzałam do pudełka i w pudełku był album ze zdjęciami, ale nie z byle jakimi zdjęciami. Bo ze zdjęciami moimi i Mary. Wydało mi się to takie słodkie, że się wzruszyłam. Na końcu była mini kartka, na której pisało "To dla Ciebie. Pamiętaj o mnie i nigdy nie zapominaj" Domyśliłam się, że to zrobiła Mary, ale kiedy to nawet nie wiem. Może zrobiła to w Norwegii wysłała to tutaj, a odebrała to mama i zostawiła to w pokoju Mary.. Po tym zdarzeniu poszliśmy spać...

~**~
Hejka to ja Aneta. No może pora trochę późna, ale jeszcze potrzebowałam czasu na dokończenie rozdziału. Tym razem odnosze wrażenie, że rozdział mi bardzo podoba. Sama nie wiem dlaczego tak jest. Ale to takie moje dziwne odczucie. Tymczasem zapraszam do komentowania i do zobaczenia za 2 tygodnie i za tydzień rodział Zamyślonej Marzycielki. No i miłego wieczorka. ;***

niedziela, 28 lutego 2016

Rozdział 22: Głupi telefon


Przez ludzi nie można płakać... Nie są tego warci...

- I jak było? - zapytał od razu gdy wyszłam Elek.
- Em... Dziwnie. Nie chcę o tym gadać.
- Ok, ale pamiętaj, że na mnie zawsze możesz liczyć M.
- Pamiętam i jestem Ci za to bardzo wdzięczna - przytulił mnie. W tym momencie to tak wiele dla mnie znaczyło. Gdy już się od siebie osunęliśmy skierowaliśmy się do domu Mateusza. Tam byli jego rodzice.
- Dzień dobry - przywitałam się z nimi.
- Cześć Mary - odpowiedziała bardzo miło jego mama. Nie za bardzo miałam nastój do rozmowy dlatego poszłam do pokoju gościnnego. Położyłam się na łóżku i zaczęłam myśleć.
Już niedługo Eleven wraca do Polski. Co ja wtedy zrobię? Jechać z nim nie mogę i nawet nie chcę. Powrót do Walii też chyba najmądrzejszy nie jest, bo tam są chłopaki, a ich widzieć nie chcę. Poza tym jak Aneta wyjedzie to ja wrócę do domu Marcina i nie chcę go zostawiać. Muszę od tego odpocząć. Wyłączyć się. Jestem w końcu sierotą i powinnam siedzieć jeszcze dwa lata w sierocińcu, a później wyjechać i zacząć nowe lepsze życie. Cóż... Tak nie jest i muszę się już z tym pogodzić.

Tydzień później
Od wyjazdu Anety minął jakiś tydzień. Nie poszłam wtedy na lotnisko. Nie byłam w stanie. Rozmów z Marcinem i spotkać z Mateuszem unikam jak ognia. Bardzo owocnie, bo odkąd wróciłam do domu nie widziałam żadnego z nich. Eleven wyjeżdża na początku sierpnia. Jeszcze pozostał tydzień do jego wyjazdu, a ja dalej nie wiem co powinnam zrobić. Mam tak wielką ochotę wrócić do Walii, ale wiem że nie mogę. To nie jest moje miejsce. W końcu już kiedyś tam mieszkałam co prawda nie za długo, ale jednak.  Może moje pogodzenie się z Anetą to był jakiś znak? Nie... To nie możliwe. Chłopaki mnie nienawidzą z wzajemnością zresztą, Oliwia też czasem mam wrażenie, że za mną nie przepada, z Anetą to sama nie wiem co jest. Jedyną pewną dla mnie osobą w tej rodzinie jest Marcin. Czasami mam wrażenie, że jestem dla nich wszystkich tylko ciężarem. Jako dziecko byłam inna. Tak bardzo pragnę aby to wszystko wróciło do momentu, w którym mieszkałam w Bristolu. Gdyby nie to, że moi rodzice musieli wyjechać do Port Talbot, a później do Polski teraz miałabym ich i przyjaciela, a może i nawet dwóch. 
Nagle usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu. Eleven wie, że potrzebuję teraz samotności, a Marcin powinien być w pracy.
- Mary! Zejdź tu natychmiast! - usłyszałam krzyk ojca Anety. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół.
- O co chodzi?
- O co chodzi? Serio?
- Tak. Pytam serio.
- Od tygodnia siedzisz w pokoju i nie ma z Tobą żadnego kontaktu. Wydzwania do Ciebie Aneta, Oliwia i z tego co słyszałem nawet Leo i Charlie próbowali się kilka razy dodzwonić.
- Mam wyłączony telefon. Potrzebuję w samotności przemyśleć parę spraw.
- Tak ważnych, że nie możesz się z nikim skontaktować? Chyba nie ma nic aż tak ważnego.
- Jeżeli sens tego po co jeszcze żyję nie jest aż tak ważny do odcięłam się dla głupoty.
- Mary co się dzieje?
- Nic.
- Twoje poprzednie zdanie świadczy, że to nic to bardzo wielkie coś. Chodzi o to, że tak mało czasu Ci poświęcam?
- Nie... Po prostu nie rozumiem do czego wam jestem potrzebna. Nie jesteście moją rodziną ani nic takiego. Jestem właściwie bezużyteczna.
- Nie mów tak Mary. Ja i Oliwia kochamy Cię jak własną córkę.
- Ty może jeszcze tak, ale ona raczej wątpię. Bardzo często mam wrażenie, że traktuje mnie z góry jak kogoś gorszego.  Od jakiegoś czasu coraz częściej żałuję, że nie pojechałam wtedy z rodzicami.
- Dlaczego? Co się dzieje w Twoim życiu? Nie jestem jasnowidzem, a ty nic mi nie mówisz.
- Odkąd poszłam do szkoły była wyzywa i znęcano się nade mną. Wszyscy mają mnie za śmiecia. Tyle dobrego, że nie są w stanie mnie uderzyć.
- Tak było?
- Tak. Wiem, że macie swoje problemy dlatego nie zawracałam wam swoimi głowy.
- Powinnaś nam powiedzieć, a jak nie nam to przynajmniej mi. Zrobiłbym coś.
- Co? Przeniósł do innej szkoły, w której nic by się nie zmieniło?
- Może chcesz wrócić do Walii? Z tego co słyszałem młodzież jest bardzo wyrozumiała i nie ma w szkole ani gorszych ani lepszych.
- Tak słyszałeś? To niby jakim cudem znęcali się w szkole nad Leo?
- Przyjacielem Anety?
- Tak!
- Nie wiedziałem.
- Domyślam się. Dlatego w ogóle nie chcę chodzić do szkoły, ale niestety muszę skoro chcę iść na studia. A co do propozycji powrotu to kategorycznie odmawiam. Nie chcę być jeszcze bardziej sama i zdołowana - odwróciłam się od niego i wróciłam do pokoju. Świetnie Mary... Zraniłaś także jego.

Następny dzień
Obudziłam się o 5 w wyjątkowo dobrym humorze. Czy to możliwe, że dlatego, bo powiedziałam Marcinowi co leżało mi na sercu? Słyszałam, że zawsze lepiej się wygadać, ale nie myślałam, że to tyle daje. Postanowiłam w końcu włączyć telefon. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to miliony wiadomości i nieodebranych telefonów. Postanowiłam przeczytać kilka sms'ów.

Od: Aneta
Hej Mary

Od: Aneta
Żyjesz tam?

Od: Aneta
Ej! Martwię się!

Od: Aneta
Mary! Znowu jesteś za coś zła?

Od: Aneta
Halo?! Martwię się o Ciebie!

Od: Aneta
Jeżeli zaraz się nie odezwiesz przysięgam, że jak tylko Cię dopadnę to zginiesz.

Od: Aneta
Jeżeli to ma być jakiś żart to nie jest śmieszny.

Od: Aneta
Aha... Potrzebujesz mnie... Wolisz się odciąć od świata niż ze mną pogadać. Dziękuję za zaufanie...

Czyli się obraziła. Zarąbiście. Nie rozumiem tylko czemu uznała, że odcięcie się od świata jest złe. To zajebista rzecz. Ona się raczej o tym nie przekona, bo jest od telefonu i wszystkich portali społecznościowych uzależniona. Ok. Też mam FaceBooka, Instagram i Twittera, ale dwóch pierwszy prawie w ogóle nie używam. Wolę Twittera i, i tak wchodzę raz kiedyś. Uzależniłam się tylko od yt, ale to dobre uzależnienie. Postanowiłam do tej panikary zadzwonić i wytłumaczyć czemu postąpiłam tak, a nie inaczej. Jedno pip... Drugie pip... Trzecie pip... Odebrała!
- Cześć Aneta. Wybacz, że się odcięłam od wszystkiego i nie powiedziałam Ci, ale przez to co się ostatnio dzieje potrzebowałam takiej zmiany. Sama wiesz...Powoli denerwuję się szkołą, i że znowu będzie tak jak było w Polsce.
- Pudło. Tu Charlie. Aneta w łazience.
- Charlie?! Nie nauczyłeś się, że nie odbiera się cudzych telefonów?! Mogłeś chociaż coś powiedzieć! - myślałam, że trafi mnie szlag. Czemu on musiał odebrać. Nie mógł po prostu olać jej telefony?!
- Nie chciałem Ci przerywać. Zmieniając temat. Co się działo w Polsce?
- Nic Ci do tego.
- Biorąc pod uwagę, że już trochę mi powiedziałaś to jednaj coś mi do tego.
- Myślałam, że mówię to Anecie.
- A właśnie. Jeżeli o nią chodzi. Ciekawe co zrobi jeżeli się dowie, że powiedziałaś to wszystko mi, a nie jej.
- Nie ośmielisz się.
- Skąd ta pewność?
- Bo nie jesteś podły.
- Ale skąd to wiesz. W końcu masz mnie za najgorszą osobę na świecie. Mogę Ci w końcu dać podstawy żebyś miała prawo mnie za taką osobę uważać.
- Jesteś w moich oczach jedynie pustą gwiazdeczką, która myśli, że może pomiatać ludźmi takimi jak ja. Goń się frajerze - nie czekając na jego odpowiedź rozłączyłam się. Świetnie. Teraz mogę iść się utopić, bo jeżeli kiedykolwiek pojadę do Walii nie będę miała życia... Tylko nie płacz...

~***~
Hejka. Tak wiem, że rozdział bardzo krótki, ale cieszcie się, że w ogóle jest. Nie miałam totalnie weny i ciut przymusiłam się żeby go dokończyć. Podoba wam się? Mi średnio. Mało treściwy i w ogóle jakiś nudny. Swoje opinie zostawiajcie w komentarzach.
Do następnego!
Papa!
Zamyślona Marzycielka :)

sobota, 20 lutego 2016

Rozdział 21: Wielka próba...

Po tym co powiedziała Mary zrobiło mi się tak przykro, że nie miałam już ochoty z nikim gadać. Na górze był jeszcze jeden pokój, który był dla mnie. Dzień moich urodzin okazał się dniem, który był dla mnie najokropniejszym dniem w moim życiu. Miałam nadzieje, że jeszcze się wszystko ułoży, ale po tym co się stało już je straciłam. Stałam jak słup, a w środku moje serce łamało się na kawałki. Straciłam wszelkie nadzieje na pogodzenie się z Mary. Pobiegłam do pokoju z łzami w oczach. Do pokoju po tym całym zdarzeniu przyszedł tata.
-Jak się czujesz? - zapytał tata
-A jak mam się czuć? Dzień moich urodzin okazał się najgorszym dniem w moim życiu. - zapytałam
-Sam jej nie poznaje. O co chodzi z tym co mówiła? - zapytał tata
-To dosyć długa historia. - powiedziałam
-Podobno nie tęskniłaś za nią. - powiedział tata
-Oczywiście tęskniłam. Możesz się chłopaków zapytać, a ci powiedzą jak było. - powiedziałam. - A sam do mnie nie dzwoniłeś, a jak Mary była w Anglii to do niej jakoś zadzwoniłeś. O mnie już zapomniałeś? - zapytałam
-Nie to że zapomniałem tylko nie miałem zbytnio czasu. - powiedział tata
-Dla Mary masz czas, ale dla mnie to co? - zapytałam
-Zależy mi żeby mieć z Tobą i z Mary dobre relacje. - powiedział tata
-Jakoś ze mną mało rozmawiasz przez telefon, a z nią dużo więcej. I to co mogę powiedzieć ona już nie jest moją siostrą. Jeśli ona nie chce się pogodzić to ja nie zamierzam marnować czasu. - powiedziałam
-Zastanawiam się co teraz z Wami się stało. Przecież na początku było tak fajnie. - powiedział tata
-To było na początku, ale odkąd ona pojechała z Tobą tutaj to potem jak przyjechała do Anglii zaczęła mnie oskarżać, że ja za nią nie tęsknie, a nawet chłopacy by powiedzieli, że cały czas o niej mówiłam. - powiedziałam
-Dobrze już nie mówmy teraz o tym. Pogadamy o tym jeszcze jutro. A teraz wszystkiego najlepszego i spełnienia marzeń. - powiedział tata wręczając mi małe pudełeczko z ozdobną kokardką
-Dziękuje tato. - powiedziałam
-Jeszcze dzisiaj zadzwonię do swojego szefa i poproszę go o dzień wolnego to spędzimy jakoś razem ten dzień jak Mary nie będzie chciała z nami gadać co? - zapytał tata
-No dobrze. - powiedziałam
Na chwilę zostałam sama, a tata poszedł zadzwonić do swojego szefa. Strasznie tęskniłam za chłopakami. Jednak cieszyłam się, że jeszcze jeden cały dzień i noc no i wracam do domu. Wyobrażałam sobie, że będzie to nieco lepiej wyglądać, ale się trochę pomyliłam.
-No to załatwione. Jutro spędzamy razem dzień. - powiedział tata
-To super. A Mary w ogóle wróci do domu jutro? - zapytałam
-Będę jeszcze do niej dzwonił, a czemu pytasz? - zapytała tata
-Tak tylko pytam. Spróbowałabym jej to jeszcze wytłumaczyć, ale i tak już wiem, że się nie będzie dało. - powiedziałam
-Trudne to trochę, prawda? - zapytał tata
-Nawet nie wiesz jak. Już chyba wszystkiego próbowałam. - powiedziałam
-Mam pewien pomysł. - powiedział tata
-Jaki? - zapytałam
-Jutro spędzając wspólnie czas tak we dwoje pójdziemy do sklepów kupię Tobie coś, żeby Ci to jakoś wynagrodzić, a przy okazji poszukamy czegoś dla Mary. Ty ją najlepiej znasz to wiesz co lubi. - powiedział tata
-No wiem. Już nawet mam pewien pomysł. Są tutaj może jakieś sklepy gdzie by były jakieś ciekawe kolorowanki? - zapytałam
-Są, a co chciałabyś kupić jej kolorowankę? - zapytał tata
-Tak, bo nie raz jak byłam u niej w pokoju widziałam jedną z jej kolorowanek i tak teraz myślę, że może to pomoże. - powiedziałam
-To zobaczymy, a teraz się połóż bo na pewno jesteś zmęczona. - powiedział tata
-No jestem - powiedziałam
Po odejściu taty ja się położyłam w salonie nakrywając kocem. Przez pół nocy myślałam co się stanie jak się nie uda. Dopiero nad ranem zasnęłam. Przespałam tylko parę godzin i się obudziłam. Kiedy się podniosłam w kuchni zobaczyłam tatę.
-No cześć jak się spało? - zapytał tata
-Tak średnio. Przez pół nocy myślałam co będzie jak się nie uda i zasnęłam nad ranem dopiero. - powiedziałam
-Widać, że nie za bardzo spałaś. - powiedział tata
-Aż tak bardzo? - zapytałam
-Uwierz, że nie jest źle. Zobaczysz wszystko będzie w porządku. Jak potrzebujesz skorzystać z toalety to jest na górze, a ja w międzyczasie zrobię śniadanie. - powiedział tata
-A dzwoniłeś do Mary? - zapytałam
-Dzwoniłem i powiedziała, że przyjdzie po południu i żeby jeszcze zadzwonić do niej. - powiedział tata
-A to ok. - powiedziałam
Poszłam do toalety, zrobiłam to co miałam zrobić. Ubrałam się w czarne ciuchy i zeszłam na dół. Na dole w kuchni śniadanie było już gotowe. Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść. Po śniadaniu pomogłam trochę tacie przy sprzątaniu.
-W domu też tak pomagasz mamie? - zapytał tata
-Staram się jej pomagać jak najlepiej. Dom bez Ciebie to nie to samo. - powiedziałam
-Na pewno wytrzymacie jeszcze trochę - powiedział tata
-Zapewne tak. To co już gotowa, żeby iść? - zapytał tata
-Zdecydowanie tak, tylko jeszcze torebkę wezmę. - powiedziałam
-Dobrze. - powiedział tata
W swojej torebce miałam dwa telefony i chusteczki higieniczne. Po obejściu paru sklepów znalazłam interesującą kolorowankę. Spodobała mi się po czym powiedziałam:
-Ta będzie idealna
-Tak sądzisz? - zapytał tata
-Tak. Myślę, że się jej spodoba. Zobaczymy co będzie dalej. - powiedziałam
-To chodź do kasy zapłacimy i możemy powoli wracać do domu - powiedział tata
Po odejściu od kasy ktoś do mnie dzwonił. Wyjęłam telefon i okazało się, że to Charlie dzwoni. Odebrałam.
-Hej. No i jak tam? - zapytałam
-A ok a tam? - zapytała Charlue
-U mnie wszystko ok. Teraz jestem z tatą na zakupach i kupiłam kolorowankę dla Mary może wreszcie się uda, ale strasznie się boje jej reakcji. - powiedziałam
-Zobaczysz jaka będzie reakcja, a sama nie wiesz jak to wyjdzie. - powiedział Charlie
-Masz racje nigdy nic nie wiadomo. Jutro na szczęście wylatuje i wieczorem albo w nocy już będę na miejscu. Przyjdziecie po mnie? - zapytałam
-Tak przyjdziemy. Powiemy twojej mamie, że jutro przyjedziesz. - powiedział Charlie
-No ok to super to do zobaczenia jutro. Pa. - powiedziałam
-Pa... - powiedział Charlie i się rozłączył
Po rozmowie się trochę uspokoiłam, ale moja mina nie była najlepsza.
-Co się stało? - zapytał tata
-Nic tylko trochę mi smutno, że Mary w moje urodziny tak mnie potraktowała. Sama już nie wiem co myśleć. - powiedziałam
-Nie martw się może jeszcze wszystko wróci do normy. - powiedział tata
-Miejmy taką nadzieje chociaż szczerze w to wątpię. - powiedziałam
Po wejściu do domu wyczułam, że coś jest nie tak. Czułam się tak dziwnie, że nawet sama moja mina mówiła "Co jest grane?". Jak dla mnie to nie wróżyło to nic dobrego.
-No to zadzwonię do Mary, żeby choć na 15 minut wróciła. - powiedział tata
-Ok. - powiedziałam
W tym czasie kiedy tata dzwonił do Mary. Ja usłyszałam jakiś dzwonek dochodzący z góry. Jednak odrzucałam myśl, że ktoś jest w domu. Wzięłam kolorowankę i ładnie ją zapakowałam w papier na prezenty i dałam kokardkę dla ozdoby.
-No ładnie to wygląda. Na pewno się jej spodoba. - powiedział tata
-Zobaczymy. - powiedziałam
Po 15 minutach Mary przyszła z Mateuszem. Mateusz oczywiście poczekał na zewnątrz.
-No to o co chodzi? - zapytała Mary
-Proszę cie wysłuchaj Anetę choć przez chwilę. - powiedział tata
-No dobrze wysłucham, ale nie będę aż tak długo tutaj bo przyszłam tu żeby zobaczyć co ona chce mi powiedzieć. - powiedziała Mary
-To ja Was zostawiam. - powiedział tata
-Mary... Posłuchaj mnie chociaż trochę. Wiem, że nawaliłam. To tylko moja wina. Ale kiedy wyjechałaś zaczęłam tak tęsknić, że mnie aż rozsadzało. Mało dzwoniłam, bo jak już kończyłyśmy rozmowę to zaczynałam płakać. Przy chłopakach jak z nimi rozmawiałam o Tobie potrafiłam się rozkleić i nawet łzy mi leciały. Wiem, że jesteś na mnie zła i to bardzo. Aż czuje to we własnej skórze. Nie wiem czy to coś pomoże, ale bardzo Cię przepraszam i proszę to dla Ciebie na przeprosiny. - powiedziałam
-A co to jest? - zapytała Mary
-Otwórz i zobacz. Na pewno Ci się spodoba - powiedziałam
Kiedy otworzyła zobaczyła okładkę z kolorowanki. Przejrzała ją. Ja patrzyłam ze smutkiem.
-To dla mnie trochę trudna decyzja. Muszę się nad nią dobrze zastanowić. - powiedziała Mary
-Ja jeszcze muszę Ci coś powiedzieć. - powiedziałam
-Co? - zapytała Mary
-Na pewno Cię to zaskoczy, ale jesteś moją siostrą i obiecuje, że będę do Ciebie dzwonić i już na pewno nigdy nie będę Cię okłamywać, ale to że tęskniłam to była szczera prawda. Chłopacy Ci to potwierdzą. I obiecuje też, że Cię wysłucham jak będziesz miała jakiś problem. Mało będę mówiła o chłopakach. Obiecuje Ci - powiedziałam
-Obiecujesz? - zapytała Mary
-Obiecuje. - powiedziałam
-Ja jeszcze to dobrze przemyślę na spokojnie. Dasz mi trochę czasu? - zapytała Mary
-Dam. Poczekam ile będzie trzeba. - powiedziałam
-A kiedy wyjeżdżasz? - zapytała Mary
-Jutro mam samolot, ale możesz się spokojnie zastanowić i potem napisać mi sms'a albo powiedzieć jak ja zadzwonię. - powiedziałam
-Jak znajdę trochę czasu to przyjdę jeszcze zanim wylecisz. - powiedziała Mary
-Ok to już Ci nie zabieram czasu. - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam
-To ja już pójdę. - powiedziała Mary
W tym momencie tata wchodzi do salonu. My się obie tak popatrzyłyśmy na tatę, a potem na siebie.
-No i jak tam? - zapytał tata
-Dobrze. Ja liczę na jeszcze lepiej. - powiedziałam
-No ja też myślę, że chciałabym, żeby było lepiej. - powiedziała Mary
-To dobrze. Już idziesz Mary? - zapytał tata
-Tak. To ja się jeszcze zastanowię i dam Ci jakoś znać. - powiedziała Mary
-Ok to może się przytulimy choć na krótką chwilę? - zapytałam
-Zrobię to dla Ciebie choć robię to z wielką niechęcią. - powiedziała Mary
Przytuliłyśmy się lekko i wyszła. Już trochę mi ulżyło. po rozmowie z nią.
-No i jak poszło? - zapytał tata
-Myślałam, że nie będzie chciała mnie wysłuchać, ale jednak wysłuchała. Powiedziała, że jeszcze się zastanowi i jutro przyjdzie jak znajdzie trochę czasu. - powiedziałam
-To chyba dobrze nie? - zapytał tata
-Raczej tak. - powiedziałam

Wieczorem...
Przez resztę po południa oglądałam telewizje. Po obejrzeniu telewizji postanowiłam sobie coś zrobić do jedzenia. poszłam do kuchni i zajrzałam do lodówki. Znalazłam tam sałatę i pomidory. Wzięłam to i do tego wyciągnęłam chleb. Na parę małych kromeczek chleba dałam sałaty i plasterki pomidora. Wszystkie kromki chleba dałam na talerzyk i usiadłam przy stole. Po zjedzeniu posprzątałam i poszłam się odświeżyć. Zeszłam na dół. Położyłam się spać i spałam długo...

~**~
Hej. No i dzisiaj mój rozdział. Jestem pod wrażeniem bo staram się je pisać jak najdłuższe. Cóż miałam więcej czasu bo aktualnie ferie. Niestety jeszcze mam tydzień i do szkoły. Ale ogólnie rozdział mi się podoba i sama nie wiem dlaczego, ale mi trochę łez poleciało. Na całe szczęście jest ok. Także zapraszam do komentowania. I do zobaczenia za dwa tygodnie.
Papa
Aneta

sobota, 13 lutego 2016

Rozdział 20: Po co ona tu przyleciała?

Czemu ludzie, którzy kiedyś byli dla nas tak bliscy po zerwaniu wszystkich więzi nie dają nam spokoju...

Musiała. Musiała się wmieszać! Po co ona tu przyjeżdża? Skoro wyjechała to chyba jasne, że nie chcę się z nią widzieć. Jeszcze Oliwia kazała mi ją odebrać. Świetnie! Niestety dzisiaj nie dość, że musimy jechać autobusem to Mateusz nie może jechać ze mną. Chociaż tyle dobrego, że do mnie przyjdzie. Tak. Powiedziałam mu, że Aneta przyjeżdża. Zapytał się rodziców czy może mnie trochę przenocować. Zgodzili się. Tak samo Marcin. W sumie to ją rozumiem. Chce pobyć trochę z tatą. Nie zabronię jej, ale niech nawet nie próbuje się ze mną komunikować. Jak tylko wrócę do domu to się spakuję i poczekam na Elka. Wracając do teraz. Jestem na lotnisku i czekam aż jej samolot wyląduje. Tak bardzo nie chce mi się tu być. No, ale Marcin prosił żebym ją odebrała i poczekała do jego powrotu. Gdyby zrobiła to tylko Oliwia olała bym to totalnie. Nie jest dzieckiem i dałaby sobie radę, ale nie. Po co? Lepiej męczyć wszystkich w koło, bo ją musi ktoś odebrać. Trudno. Dam radę. Taki tego pożytek, że wyjdę z domu gdzieś dalej niż do Elevena.

30 minut później
W końcu wylądowali! Z 20 minutowym opóźnieniem, ale udało się. Teraz czekam na nią. Tak bardzo nie chcę, ale czasem trzeba się przemóc i być silnym. Zobaczyłam tłum ludzi przechodzących przez bramki, a wśród nich Anetę. Podeszła do mnie. Uśmiechnęłam się sztucznie co chyba zauważyła, bo zrobiła to samo.
- Po co tu jesteś? - zapytałam wściekła.
- Chcę się z Tobą pogodzić.
- To daj sobie spokój. Odkąd oni się w Twoim życiu pojawili liczą się tylko oni i ty. Nie wypieraj tego.
- Ale to zrobię. Nie tu, ale w domu...

Dom ojca Anety
Właśnie weszłyśmy do domu. Już mam jej dość. Nie chce mi się z nią rozmawiać bardziej niż kiedykolwiek. Usiadłam na kanapie.
- No już. Na lotnisku chciałaś wyprzeć moje słowa. Proszę bardzo.
- Dlaczego uważasz, że odkąd w moim życiu pojawili się chłopaki liczę się tylko ja i oni.
- A nie? Kiedy od zostania Bambino naprawdę się mną zainteresowałaś - cisza. - Właśnie! Gdy już chciałam Ci się wygadać ty miałaś wylane, bo oni!
- Wiesz co dla mnie zrobili...
- Tak, tak! Milion razy słyszałam historię o tym jak to oni Cię wielce uratowali. Mam już tego wszystkiego dosyć. Powinnaś brać pod uwagę, że też jestem człowiekiem i mam uczucia. A ty nie dość, że ciągle ich chwaliłaś to jeszcze kłamałaś, że tęskniłaś.
- To ty pierwsza mnie okłamałaś! Nie powiedziałaś, że nosisz okulary!
- Czy ty siebie dziewczyno słyszysz?
- Lepiej niż myślisz.
- Chyba nie. Jesteś wielce obrażona księżniczka, bo nie powiedziałam Ci o takiej głupocie.
- Przyjaciółki nie opowiadają sobie kłamstw.
- Ja Cię w życiu nie okłamałam. Nigdy nie zaprzeczałam, że noszę okulary. Nie noszę ich w dzień, bo wiesz jak mnie w szkole traktowali i bez nich. Poza tym nigdy nie pytałaś czy mam jakąś wadę. Nie uważam, że wada wzroku to jest coś czym należy się chwalić na prawo i lewo.
- I tak mogłaś mi powiedzieć.
- Boże, ale ty jesteś głupia. Czy do tego Twojego mózgu nic nie dociera?! Po co miałam się tym chwalić? Czy ty rozgłaszasz na wszystkie strony wszystko? - spuściła wzrok. - Właśnie.
- Ale ty o niczym mi nie mówisz. Nigdy. Wiesz, że ja i chłopaki...
- Nic mi o nich nie mów. Już i tak zmarnowali za dużo mojego czasu. Kiedyś jak i kiedyś. Teraz i ty go marnujesz. Także wybacz, ale ja dzwonię do mojego przyjaciela, bo mam Cię dość.
- Masz nie dzwonić! Nie pozwalam Ci!
- Kim ty niby jesteś żeby mi pozwalać czy nie?
- Twoją siostrą.
- Ja nie mam siostry.
- To nie dzwoń po niego, bo to będzie nie fair. Was będzie dwójka, a ja jedna.
- Aha czyli jak ty jesteś jedna to nieuczciwe, ale jak ja byłam sama a was trójka to było ok.
- Tak. Jesteś starsza.
- Wiesz co... Mam Cię dość. Idę do siebie i dzwonię po niego. Nie waż się mi przeszkadzać - syknęłam i poszłam do siebie. Matko jedyna, ale ona jest powalona. Serio chciałabym cofnąć czas i wtedy być z rodzicami, albo zabronić im jechać. Tak bardzo chciałabym skończyć te 18 lat i się uwolnić. Wyjechać, pójść do pracy, zacząć żyć po swojemu. Dobra. Mary skończ marzyć i dzwoń do Elka.
- Halo?
- Cześć Mateusz.
- Hej M. Już w domu.
- Niestety... Możesz przyjechać? Nie wytrzymam tu do przyjazdu Marcina.
- Zaraz będę.
- Ale to nie problem? Bo w końcu jesteś tu, bo tu są Twoi rodzice.
- Spokojnie. Są w pracy. Poza tym z tego co pamiętam dopóki Aneta nie wyjedzie masz nocować u mnie.
- Tak. Myślałam, że już nie chcesz i w ogóle...
- Przestań, bo jak Cię dopadnę to oberwiesz, a teraz wybacz, bo muszę wychodzić.
- Do zaraz.
- Do zaraz - po jego słowach usłyszałam już tylko pikanie. Postanowiłam zejść na dół zrobić jakieś przekąski. W salonie natknęłam się na nią. Rozmawiała przez telefon.
- Jest ok. Serio. Nie musicie się martwić... Tak od razu! Ona i miła. Ciekawe jakim cudem... Zaraz pewnie przyjdzie ten jej cały przyjaciel... A jak mam się nie bać? Pewnie styrają mnie po całości, ale nie dam im się. Nie mogę... Dobra idź, bo Simon i Charlie Cię zatłuką... Hej - skończyli gadać. Serio się boi? Matko jakie ona ma o nim zdanie. Przecież nie raz go oglądała. A może nie wie, że moim przyjacielem jest Eleven? Nie... Na pewno wie. Przecież Charlie to jest taka pleciuga, że większej to i rok się nie znajdzie. Zabrałam naszykowane jedzenie i picie do pokoju. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam w tamtą stronę i otworzyłam je. Stał za nimi Mateusz. Od razu go przytuliłam.
- Aż tak się stęskniłaś?
- Nawet bardziej.
- Idziemy już do mnie czy jak?
- Nie mogę. Marcin uznał, że ktoś musi z nią zostać.
- Oj biedna ty.
- Tak. Chodź.

Później...
Cały dzień spędziłam z Elevenem u mnie. O dziwo nie nudziło nam się co jest na prawdę dużą nowością gdyż w nic nie graliśmy i ogólnie ominęliśmy tematykę gier i komputerów. Nagle usłyszałam otwierające się drzwi wejściowe. Tak! W końcu przyjechał i mogę sobie iść. Wzięłam uprzednio spakowaną niedużą torbę i wraz z przyjacielem zeszłam na dół. Tam zobaczyłam Anetę witającą się z Marcinem. Gdy już się od siebie oderwali odezwałam się.
- Cześć.
- Cześć Mary - powiedział niby spokojnie, ale jednak coś mi nie pasowało.
- To ja już będę szła.
- Nie zapomniałaś o czymś? - zapytał zdziwiony. O co mu chodzi?
- Nie. Spakowałam wszystko.
- Ale nie możesz dzisiaj iść - torba, którą trzymałam wypadła mi z ręki. Telefon z resztą też.
- Że co?!
- Nie krzycz. Aneta ma urodziny dzisiaj urodziny. Wypadałoby żebyś też była.
- Chyba sobie ze mnie kpisz. Myślisz, że zrezygnuję z kilku dni spędzonych z Mateuszem dla niej?!
- Tak. To Twoja siostra i...
- Ja nie mam siostry! Czy wy nie możecie tego zrozumieć? Od zawsze byłam jedynaczką, a później stałam się sierotą. Do mnie to już dotarło czemu do was nie może?!
- Co się ostatnio z Tobą dzieje dziewczyno? Odkąd wróciła z Anglii źle się z Tobą dzieje.
- Bo dowiedziałam się, że ktoś kogo miałam za siostrę oszukiwał mnie odkąd się tylko w Norwegii pojawiłam i przeszłość znów mnie odnalazła. Odnalazły mnie wspomnienia, o których przez większość życia usiłowałam zapomnieć! Ma prawo się to wszystko ze mną źle dziać! Mam tej dziewczyny dosyć! Myślałam, że mogę jej ufać, a ona okłamała mnie! Udawała wielce stęsknioną, a tak naprawdę miała mnie w dupie. Ale po co ja Ci to mówię. Ona jest Twoją córką, a ja to obca dziewczyna wzięta z litości - powiedziałam wszystko co mi na sercu leżało, wzięłam swoje rzeczy z podłogi i wyszłam z tego powalonego domu. Słyszałam, że za mną wyszedł Mateusz, ale teraz mało mnie to interesowało. Poza miejscem, w którym spędzałam z Elevenem znałam jeszcze jedno. Takie do, którego nikt nie znaj dojścia... Tylko ja...

~***~
Hejo. Jak się rozdział podoba? Mi tak całkiem całkiem. Powiem szczerze, że myślałam, że dzisiaj już go nie dodam, bo ostatnio coś weny nie mam, a tu jebut. Udało mi się :) Wybaczcie mi, że taki krótki, ale chyba lepszy taki niż żaden. Nie? Dobra nie będę już wam przedłużać i po prostu zakończę tu. To widzimy się za dwa tygodnie.
Do następnego! 
Papa!
Zamyślona Marzycielka :)

sobota, 6 lutego 2016

Rozdział 19: Kolejne problemy

Po tym co działo się w pokoju Mary razem z Leo wróciliśmy do mojego pokoju. Ja byłam w szoku tego co się stało z Mary. Po krótkiej chwili Charlie do nas przyszedł. Zaczęliśmy się zastanawiać co dzieje się z Mary. Po co najmniej 15 minutach usłyszałam jak ktoś wyszedł z domu.
-Ktoś wyszedł z domu. - powiedziałam
-No rzeczywiście jakoś tak cicho. Z pokoju Mary nawet nic nie słychać. - powiedział Leo
-A no tak nic nie słychać - powiedział Charlie
-Chodźcie do jej pokoju zobaczyć - powiedziałam
Podeszliśmy pod jej drzwi i zdecydowaliśmy, że zajrzymy do jej pokoju. Otworzyliśmy drzwi i zobaczyliśmy, że w jej pokoju jest pusto. Ja jeszcze zauważyłam, że na biurku coś leży. Podeszłam do biurka i zobaczyłam bransoletkę, którą zawsze nosiła na ręce. Charlie mówił, że ta bransoletka jest od niego.
-Charlie patrz ta bransoletka. - powiedziałam
-No tak. Widać nie chce już jej. - powiedział Charlie
-Nigdy się z nią nie rozstawała. Czyli to co mówiła, że nas nienawidzi to była prawda. - powiedziałam
-Nie przejmuj się już jest nie warta naszej uwagi. - powiedział Charlie
-Ona jednak jest moją siostrą - powiedziałam
-No i co z tego, że jest twoją siostrą? Ona sama jakoś do Ciebie nie dzwoni, a ma pretensje do Ciebie, że Ty nie dzwonisz. - powiedział Charlie
-Masz racje bo powinna mieć też pretensje do Siebie bo ona też nie dzwoniła. Choćbym chciała tam jechać to czuje, że nawet z tatą bym się pokłóciła bo do mnie to oni razu nie zadzwonił od pory kiedy wyjechał. - powiedziałam
-Zrobisz co byś chciała - powiedział Leo
-Nawet nie wiecie jak za nim tęsknie. Jedyne co to do Mary dzwonił jak tu była. Słyszałam raz. Dla mnie to znaczy, że ja nie jestem dla niego ważna - powiedziałam
-Nie mów tak. Może nie miał już czasu do Ciebie zadzwonić. - powiedział Charlie
-Ja widzę jak on czasu nie miał. Do Mary jakoś zadzwonił, ale o mnie to już zapomniał. - powiedziałam
-Nie martw się wszystko się ułoży jeszcze. - powiedział Leo
-Co sądzicie o tym, żebym na dwa dni poleciała do Norwegii i spróbowała pogadać z Mary? - zapytałam
-Możesz spróbować tylko musisz być z Nami w stałym kontakcie. - powiedział Charlie
-Obiecuje, że będę. Najlepiej jakbym poleciała jutro. - powiedziałam
-To tyle dobrze. - powiedział Leo
-Dzisiaj porozmawiam z mamą jak tylko wróci. - powiedziałam
Po chwili ciszy usłyszeliśmy, że ktoś wszedł do domu. Zeszliśmy na dół i zobaczyliśmy mamę.
-Gdzie Mary? - zapytałam
-Poleciała już do Norwegii. - powiedziała mama
-Dobrze myślałam, że już poleciała. Miała nas dość. - powiedziałam
-O co chodzi? - zapytała mama
-Dzisiaj przed jej wyjściem z domu głośno śpiewała w pokoju. My we trójkę tam do niej poszliśmy i wyłączyliśmy jej tą muzykę bo zaczęło nas to denerwować. A potem to ja z Leo wyszliśmy i Charliego zostawiliśmy samego z nią żeby wyjaśnił z nią parę rzeczy. No i z tego wyszło to że doszło do wymiany zdań m.in. też coś o mnie, że ja nie dzwonie i że nie tęsknie za nią. - powiedziałam
-Ja już tego kompletnie nie rozumiem. Mogłybyście się wreszcie pogodzić. - powiedziała mama
-Ja z nią? W życiu. Ona mnie posądza że ja ją okłamałam, a tak wcale nie było. Ja za nią tęskniłam. Chłopacy to nawet potwierdzą. Ciągle o niej mówiłam. - powiedziałam
-A dzwoniłaś do niej? - zapytała mama
-Może jeszcze ty jesteś po jej stronie co? Zadzwoniłam może z dwa razy, ale sama mogła też do mnie zadzwonić - zapytałam
-Nie jestem po jej stronie. - powiedziała mama
-A tata to co? Do mnie jakoś nie dzwoni, ale jak Mary tu była to do niej zadzwonił. O mnie już kompletnie zapomniał. - zapytałam
-Wiesz, że tata ma dużo pracy i nie ma za bardzo czasu, żeby zadzwonić. - powiedziała mama
-O tym to wiem, ale do Mary jakoś zadzwonił. To jest nie sprawiedliwe. Mną się nie zainteresował od pory wyjazdu do Norwegii. - powiedziałam
-Może chcesz pojechać i to wyjaśnić? - zapytała mama
-Akurat chciałam się o to zapytać bo chciałam coś wyjaśnić z Mary. - powiedziałam
-A kiedy byś chciała jechać? - zapytała mama
-Jutro tak o 14.30 i zostałabym tam dwa dni o ile tam wytrzymam, a jak nie wytrzymam to przyjechałabym wcześniej jeśli bym mogła. - powiedziałam
-No mogłabyś. Dobrze to będziesz mogła jechać. - powiedziała mama
-Dziękuje. Może wreszcie się uda z Mary porozmawiać - powiedziałam
Posiedzieliśmy trochę w kuchni. Zjedliśmy obiad i poszliśmy do mojego pokoju.
Zajrzałam do szafy i myślałam co by wziąć. Wiedziałam, że nie będę brała dużo bo to tylko na dwa dni. Miałam jednak złe przeczucia, że nic się nie uda.
-Co się dzieje? - zapytał Leo
-Mam złe przeczucia, że mnie odtrąci i będzie wolała spędzić czas ze swoim przyjacielem. - powiedziałam
-Zobaczysz że wszystko się jakoś ułoży. - powiedział Chatlie
-A co jeżeli nie? - zapytałam
-To będzie to dowód, że już nie warto będzie zaprzątać sobie nią głowy. Jak nas troje nienawidzi to trudno. - powiedział Charlie
-Ja ją traktuje jak siostrę, ale jak już nie chce nią być to dobra. - powiedziałam
-Sama zobaczysz jak to będzie wyglądać. Wiesz że możesz do nas napisać. - powiedział Leo
-Wiem i dlatego Was naprawdę lubię - powiedziałam i się uśmiechnęłam. 
-Zawsze się staramy ci pomóc więc wiedz, że możesz na nas liczyć. - powiedział Leo

Późnym wieczorem
Nadal siedzimy i gadamy. Do pokoju przychodzi mama.
-Może już się położycie? - zapytała mama
-No w sumie to już jestem zmęczona - powiedziałam
-To już się położymy. - powiedział Charlie
-No dobrze to dobranoc. - powiedziała mama

Następnego dnia rano.
Obudziłam się i zastanawiałam się jak to będzie. Bałam się jej reakcji co powie itp. 
-Nad czym tak myślisz? - zapytał Charlie
-Tak się zamyśliłam. - powiedziałam
-Myślę, że nie myślisz o tym co będzie. - powiedział Charlie
-Nie, ale jednak mam trochę obaw. A gdzie Leo? - zapytałam
-Jest na dole i rozmawia z twoją mamą. - powiedział Charlie
-A o czym? - zapytałam z zaskoczeniem
-Mamy dla Ciebie niespodziankę, ale to powiemy Ci przy śniadaniu. - powiedział Charlie
-No dobrze. - powiedziałam
Zeszliśmy na dół na śniadanie. Usiadłam przy stole. Zastanawiałam się o co chodziło z tą niespodzianką. Wreszcie odezwał się Leo
-To mamy dla Ciebie niespodziankę. - powiedział Leo
-Jaką? - zapytałam
Mama z szafki w kuchni wyciągnęła jakieś pudełko i podała Leo, a on podał mi.
-Zobacz co w nim jest - powiedział Leo
Otwieram pudełko i widzę parę naszych zdjęć złączonych w jedno.
-Ale to śliczne. Tylko nie mówcie, że jest coś jeszcze. - powiedziałam
-Oczywiście, że jest. - powiedział Charlie
-To kiedy to zobaczę? - zapytałam
-Zaraz. - powiedział Leo
-No dobrze - powiedziałam
Po zjedzeniu śniadania poszliśmy do mojego pokoju gdzie była druga niespodzianka. Po wejściu do niego jakoś nie zauważyłam zmian. Leo znikąd wytrzasnął kolejne pudełko. Znowu mi je podał. Czułam, że jest coś w nim trochę ciężkiego. Po otwarciu pudełka zobaczyłam piękny złoty telefon.
-Przecież Was to dużo kosztowało. - powiedziałam
-Wiesz mieliśmy trochę oszczędności i postanowiliśmy się złożyć po połowie na ten model. - powiedział Charlie
-A ty w ogóle wiesz co dzisiaj za dzień? - zapytał Leo
-Jakoś sobie nie przypominam, żeby to był jakiś szczególny dzień. - powiedziałam
-Serio nie pamiętasz? A kiedy masz urodziny? - zapytał Charlie
-No 16.07. - powiedziałam
-A dzisiaj jest 16.07. - powiedział Charlie
-Na śmierć o tym zapomniałam. - powiedziałam
-Widać właśnie. Powoli czas się pakować. - powiedział Leo
-Nie za bardzo chce lecieć, ale chcę wyjaśnić to czego nie wiem. - powiedziałam
Zajrzałam do szafy i wyciągnęłam parę potrzebnych rzeczy na wyjazd. Wzięłam plecak i spakowałam do niego te rzeczy, które wybrałam. Do włożyłam jeszcze tablet i słuchawki.
-No to już powoli pora na mnie. Boje się trochę. - powiedziałam
-Nie musisz się bać. - powiedział Leo
-To i tak nic nie zmienia. Ja się bardziej boje tego, że przyjaciel Mary coś złego o mnie powie, a Mary tylko się z nim zgodzi, ale co tam. - powiedziałam
-To chodź na dół pojedziemy z Tobą na lotnisko. - powiedział Leo
Zeszliśmy na dół gdzie spotkaliśmy mamę.
-Dzwoniłam do Mary i powiedziałam, że przyjedziesz i żeby cię odebrała z lotniska. - powiedziała mama
-Przecież bym trafiła do domu, ale ok. - powiedziałam
-No dobrze to chodźmy do auta i jedźmy na lotniku. - powiedziałam
Poszliśmy do auta. W kieszeni bluzy miałam nowy telefon, który dostałam od chłopaków.
W drodze na lotnisko gadaliśmy jeszcze ze sobą. Po dotarciu na lotnisko wyszliśmy i poszliśmy na to lotnisko. Pożegnałam się z chłopakami i mamą.
-Pamiętaj, że jak będziesz chciała wrócić wcześniej to możesz wrócić tu masz jeszcze pieniądze na bilet powrotny i zadzwoń do mnie albo chłopaków, że wracasz wcześniej. - powiedziała mama
-Dobrze mamo. - powiedziałam
Pożegnałam się jeszcze raz z chłopakami i mamą po czym wsiadłam do samolotu i odleciałam...

~**~
Hej no i dzisiaj kolej na mój rozdział. Już za niedługo mam ferie i będę miała więcej czasu na pisanie. Rozdział mówi o tym jak Aneta ma urodziny i o nich zapomina. Do tego jedzie do Norwegii zeby spróbować pogadać z Mary jednak się boi trochę. Zapraszam do komentowania i do zobaczenia w następnym rozdziale.